Podsumowanie roku 2011

Na początku chciałbym zamieścić małą uwagę, że tekst został napisany w dzień sylwestra, jednak wzięcie się do korekty troszkę trwało i stąd niektóre nieścisłości 🙂
Kolejny rok chyli się ku końcowi. Lada chwila za oknem będzie słychać petardy, a ja będę siedział w nowym, jeszcze nieskończonym domku i skręcał meble z przyjaciółmi… no, ale póki co siedzę przed notebookiem i piszę. Zapewne jak czytacie ten tekst, jest już grubo po sylwestrze, nie gwarantuję jednak, że ten tekst ma właściwości leczące kaca. Ale ja tu nie o tym, pozwólcie, proszę, że zacznę jeszcze raz.

Rok 2011 dla mnie, jako gracza wypadł niezwykle pozytywnie. Wydaje mi się, że pozostała część zwolenników elektronicznej rozrywki również nie powinna narzekać. Oczywiście, nie da się każdemu dogodzić, jednak ostatnie dwanaście miesięcy obrodziły w wiele ciekawych pozycji, na każdą platformę i z każdego gatunku.

Mój kontakt z premierami tego roku rozpoczął eRPeG wydany w marcu, a konkretniej Dragon Age II. Po, niepozbawionej wad, jednak niezwykle udanej części pierwszej, chęć zagrania w następczynię wzrastała z każdym dniem. Byłem pewien, że ponownie do Ferelden zawitam, gdy podróż nie będzie mnie kosztowała więcej niż stówkę. Przeglądając newsy, tydzień przed premierą, zauważyłem, że jeden ze sklepów rzucił kolejną dawką wersji Signature. Serce zwyciężyło z rozumem, wydałem dwukrotnie większą sumę, niż planowałem i po weekendzie trzymałem w łapkach swój upragniony egzemplarz. Tutaj pierwszy zawód – nie tak wyobrażałem sobię wersję ‚Signature’ – zwyczajne pudełko, z nieco posrebrzanym motywem na okładce i sam napis ‚Signature Edition’. W środku oczywiście znalazłem ulotkę z kodami na DLC, ale patrząc na leżący na półeczce egzemplarz kolekcjonerski części pierwszej (co ciekawe, nabytej niedługo przed dwójką – tak bardzo mi się podobała, że głupio mi było mieć jedynie wersję ‚promo’), panowie i panie z BioWare się nie postarali.

Płytka została wciągnięta przez chlebaczek, a wraz z nią, kilkadziesiąt godzin mego życia. Wyraziści bohaterowie, ciekawa fabuła, bardzo fajny styl graficzny były tym, co trzymało mnie najmocniej przed ekranem. Sama narracja, w postaci opowieści Varrica, sprawowała się niezwykle dobrze, szkoda tylko, że występowała dość rzadko.
Zdaję sobie sprawę, iż wiele osób narzekało na grę – liczne uproszczenia w systemie, przez które gra niebezpiecznie zbliżyła się do gatunku hack&slash, ciągle ta sama jaskinia, w której zmieniała się tylko ilość i rodzaj przeciwników i ewentualnie nazwa lokacji. Warto wspomnieć, że w 90% gra toczyła się w jednym, dość słabo rozbudowanym mieście.
Cóż z tego, skoro gra wciągnęła mnie na wiele miłych godzin. Nad zakupem trójki nie będę się długo zastanawiał, nie pałam już jednak do tego takim zapałem, jak po ‚jedyneczce’.

Kolejna chronologicznie gra role-playing, była również wyczekiwana przeze mnie od pierwszych zapowiedzi. Złożyłem na nią oczywiście pre-order i czekałem parę miesięcy, jednocześnie irytując się rosnącym kursem funta i zastanawiając, czy te pieniążki spoczywające na PayPalu będą wystarczające. Gdy nareszcie w październiku chwyciłem paczuszkę, byłem niezwykle uradowany. Rytualne otwarcie tejże gry zostało nagrane i pokazane światu, a mowa tutaj o Dark Souls. Jak pomyślę o tym teraz, wydaje to się nieco zabawne. Części (nieoficjalnie) poprzedniej, czyli Demon’s Souls nie udało mi się ukończyć. Ba! Nawet zbyt daleko w niej nie zaszedłem. Po pierwszej zapowiedzi Dark Souls, ustaliliśmy ze znajomymi, że złożymy pre-ordery i będziemy grać razem, zaraz po premierze. I tak, zaczęliśmy. Mnie jednak zaskoczyło całkiem sporo innych obowiązków i moja przygoda z grą skończyła się po mniej niż 10 godzinach. Reszta grała dzielnie, tzn. jeden aż do ‚platynki’, drugi… aż do pojawienia się u niego Uncharted 3, który go pochłonął.
Nie wiem, na ile mogę to stwierdzić po tych paru godzinkach, ale według mnie, jest to jedna z lepszych gier tego roku, dopracowana pod każdym względem, gdzie wiemy, że kolejna śmierć nie jest spowodowana przez błąd w grze, a przez naszą nieuwagę, brak ostrożności lub wyczucia.

Chciałem napisać tutaj o trzeciej ważnej grze fabularnej tego roku, ale dostałem strzałą w kolano… Tak, The Elder Scrolls V: Skyrim. To dopiero pożeracz czasu, muszę przyznać, że dawno żadna gra nie wciągnęła mnie tak szybko i zmusiła do wielogodzinnych posiedzeń. Z racji niezbyt mocnego sprzętu i małych chęci by grać z niższymi detalami, po kilkudziesięciu 🙂 godzinach udało mi się odłożyć grę na półkę. Następny raz uruchomię Skyrim już pewnie, gdy kupię go w wersji na PS3. A ten zakup troszkę poczeka, aż wersja chlebaczkowa zostanie porządnie załatana. (nie poczekałem jednak na załatanie… przed chwilą odłożyłem pada, by dokończyć koretkę :P)

Nie byłem pewien gdzie włożyć w tekst kolejną grę, więc będzie idealnym pomostem między grami RPG a strzelankami. Mowa tutaj o The 3rd Birthday – Parasite Eve. Most ten nie będzie jednak zbyt długi, gdyż i w tę grę nie dane mi było dużej pograć, po tym, gdy moja poczciwa PSP wyzionęła ducha. Oczekiwanie na Vitę rozpoczęte.

Grą, gdzie pierwsze skrzypce gra broń palna jest niewątpliwie nowy Socom, znany u nas jako ‚Roman Polko: The Game‚. Z racji angielskiego XMB nie musiałem na szczęście użerać się z polską wersją i mogłem spokojnie oddać się strzelaniu i pracy zespołowej, na którą nałożono większy nacisk. Tutaj nasza grupka sprawdziła się bardzo zacnie i spędziliśmy tam wiele godzin. Zabawa nastawiona jest na ustalenie dobrej taktyki a następnie, oczywiście, wprowadzenie jej w życie. Gra została niezwykle skrytykowana przez recenzentów, gdyż wyszła w okresie upadku Playstation Network. Większość redakcji oceniała więc tylko tryb dla pojedynczego gracza, a dopiero po naprawieniu awarii, tryb multiplayer. Po ocenie tego drugiego, nie zmieniano noty wystawionej ‚ogólnie’ tytułowi, przez co średnia nie jest aktualnie zbyt wysoka.

Następny w kolejce ustawił się trzeci Battlefield. Byliśmy przekonani, że również będzie grą nastawioną na współpracę między graczami oraz, że twórcy poprawią błędy występujące w wersji beta. Tego pierwszego się doczekaliśmy, jednak było to nieco uszczuplone przez brak efektu związanego z tym drugim. System drużyn działa źle. Bardzo często trzeba wychodzić z gry i się przegrupowywać, by gra usadziła naszą czwórkę w jednym teamie. Mimo tego, gramy w BF3 do dziś i nie mamy póki co lepszej alternatywy.

Pozostając w temacie FPS’ów, warto wspomnieć o moim, dość niedawnym, obcowaniu z trzecią częścią Killzone’a w 3D. Pograłem coś ponad godzinkę w salonie Sony, na ponad 50-
cio calowym telewizorku 3D, oczekując na przesunięty seans kinowy. Mimo mojego sceptycznego podejścia do tematu ‚trójwymiaru’, grało się całkiem przyjemnie i robiło to wrażenie. Jednak z bólem muszę stwierdzić, iż po kilkunastu minutach oczy zaczynają boleć. Wydawało mi się to o tyle dziwne, że podobne rzeczy w kinie 3D lub innych formach ‚męczenia’ oczu nie powodowały piekącego bólu. Oczywiście nie były to jakieś niewiarygodne męczarnie, ale na tyle irytujące, by nie chciało się dłużej grać.

Teraz z technowinek przeniosę się do gier niezależnych, a konkretniej Terrarii i Minecrafta – gier, w którym nie uświadczymy żadnego okręgu ( w chwili pisania tego tekstu, Notch nic nie mówił na temat ‚niezależności’ Minecrafta 🙂 ). Cały świat budują kwadratu lub sześcianiki. Są to doskonałe przykłady na to, że nie potrzeba nam w grach realistycznej grafiki, by móc się dobrze bawić… i trenować przy tym wyobraźnię. Zabawne, że w grach, w których właściwie nie mamy postawionego żadnego celu, można spędzić tyle miłych godzin. (

Ostatnim miłym akcentem na tej liście honoruję Ghost Trick, w którego zacząłem grać dzień przed napisaniem tego tekstu. I muszę przyznać – kolejna świetna, wciągająca gra. Jednak omijając nieco najważniejsze aspekty, którymi są rozgrywka i fabuła – gra ma chyba najśliczniejsze animacje, jakie widziałem na handheldzie. Wszystko jest płynne i rozpikselowane postaci w grafice wektorowej prezentują się wyśmienicie.

Końcówka roku przywiodła mnie również do paru gierek na iOS oraz League of Legends, ale są to gry z lat poprzednich, więc nie widzę sensu, by szerzej tu o nich wspomnieć.

Żeby nie było tak miło, przyszedł czas na rozczarowania roku:

  1. No cóż, chyba musiał tu wylądować – 3DS. Mimo że sam nie posiadam jeszcze tej konsolki, jej start był fatalny. Potem Nintendo uratowało się obniżeniem ceny oraz tym, że nareszcie skończył się sezon ogórkowy na gry do tej konsolki i coś zaczęło się dziać. Jednak ten ‚zawód’ jest tylko częściowy, gdyż po wynikach sprzedaży w ostatnim tygodniu (ponad 1,7kk) widać, że wyszli na prostą i pną się w górę, z czego się osobiście cieszę.
  2. Duke Nukem Forever. Nie zrozumcie mnie źle jednak – nie grałem w tę grę i tu nie chodzi o jej jakość. Dla mnie pewnym zawodem jest to, że się ukazała. Ten Duke był… mitem. Czymś, czego można było używać „na co dzień”. A teraz – gra wyszła, mit został obalony… co teraz – Starcraft: Ghost? To już nie brzmi tak.. fajnie.
  3. Stacking. Tutaj już zawód normalny. Wokół gry wytworzony lekki hype, w który sam dałem się nieco wciągnąć. Zagrałem i nie spodobała mi się zbytnio. Myślałem, że będzie lepiej, tyle.
  4. Dead Island. I tu też nie wiem do końca jak to ugryźć, jednak to nie było to, na co liczyłem. Owszem, ciachanie zombie jest fajne, ale potem staje się monotonne. Dodając do tego dość brzydkie modele postaci (widoki w grze były b. ładne)… no zawiodłem się 🙂

To czas na pozytywne zaskoczenia tego roku:

  1. iPad 2. Bez wątpienia, najlepszy tablet z jakim miałem do czynienia. Posiadam go od maja i sprawdza się znakomicie do wszystkiego, do czego tylko bym potrzebował.
    I taki mini plusik dla tabletu Sony za możliwość sterowania niemal wszystkimi urządzeniami elektronicznej rozrywki w domu (niekoniecznie marki Sony!)
  2. Grand Theft Auto III na iOS/Androida – gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że coś takiego będzie niedługo możliwe – wyśmiałbym… a teraz musiałbym zwrócić honor. Gra prezentuje się wyśmienicie i w kieszonkowej formie – iPhone 4, jak i na iPadzie drugiej generacji.

I jeszcze oczekiwania na rok 2012:

Diablo III – Bo Blizzard na pewno nie zawiedzie oraz czekam na więcej informacji na temat wersji konsolowej. W przeciwnym razie – poczekam na grę nieco dłużej niż Wy.

FFXIII-2 – Wbrew powszechnym krytykom, ‚trzynastka’ przypadła mi niezwykle do gustu, także na tę z ‚dwójką’ w tytule czekam niecierpliwie.

Tomb Raider – Serii przyda się reaktywacja. Widać, że twórcy idą w dobrą stronę. Zobaczymy tylko, czy poradzą sobie z tym.

Guild Wars 2 – Mimo tego, że GW nie podeszło mi zbytnio, to chcę zobaczyć, co tym razem
zmajstruje ArenaNet

MMO na konsole stacjonarne – Ciche marzenie 🙂

Resident Evil Operation Racoon City – Bo wzięli się za to goście od Socoma i może być świetnym kawałkiem multi/co-op’a

Playstation Vita – Dobra konkurencja dla 3DS’a, nowe, fajne gry, rozbudowane opcje remote-play? Do want! Aczkolwiek Sony należy się porządny klaps za zamaskowanie ‚prawdziwej’ ceny konsolki (karty pamięci).

iPad 3 oraz nowa linia Macbooków Pro – Ciekawi mnie, czy zmienią coś znacznego w stosunku do iPada 2 – pewnie zdecyduję się na przesiadkę z notebooka. A co do MBP – krążą plotki o redesignie.

W każdym razie, składam wszystkim czytelnikom (spóźnione…. i to jak) życzenia na 2012 rok – dużo gier, nowego fajnego sprzętu, technologii, seksu… a nie, to nie ten portal, ale też 😉

Adam „Shineko” Szubert

  • Pazcyn

    „MMO na konsole stacjonarne – Ciche marzenie”
    Jest mmo na ps3 – Free Realm oraz DC Universe Online
    A na wii Monster Hunter 3

    • shineko

      Masz rację, jednak miałem na myśli ‚normalnego’ (fantasy?) i pełnoprawnego mmorpg’a typu WoW, Guild Wars czy Lineage 🙂

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu