Ōkami

Moje przemyślenia są w dużej mierze oparte na obcowaniu z wydaną na początku listopada na Playstation 3 edycją HD, lecz mam to szczęście, że posiadam również kupione niedługo po premierze wydanie oryginalne i pamiętam co czułem grając w nią wtedy.

Ōkami to gra tak japońska, że już bardziej się nie da. Od samego intra oczom graczy ukazuje się grafika wyglądająca niczym malowane tuszem na papierze ryżowym obrazy, kojarzące się z Krajem Kwitnącej Wiśni. A to tylko intro, po którym zyskujemy kontrolę nad postacią i dopiero wtedy możemy zobaczyć pełen potencjał gry. Modele są wykonane szczegółowo, jak na Playstation 2, ich animacje są płynne, a otoczenie wygląda dobrze. Jednak nie wychwalałbym tak grafiki Ōkami, gdyby nie efekty specjalne. W opcjach gry mamy możliwość ustawienia mocy efektu papieru ryżowego, który daje nam poczucie, jakby to naprawdę był kawałek klasycznej japońskiej sztuki. Do tego odczucia dodaje wszechobecny cel-shading, który przy okazji zakrywa wszelkie niedoskonałości modeli (szczególnie w wersji HD, w której odpowiednio podbito rozdzielczość i tę kanciastość faktycznie można by zobaczyć). Dzieła dopełnia bloom, który w sceneriach w pełnym słońcu daje graczom wrażenie, jakby znajdowali się w bajkowej krainie.

Jako że świat gry jest całkiem duży, wiele razy podczas naszej przygody będziemy zmieniać otoczenie. W przyzwyczajaniu się do nowych miejsc pomoże nam świetnie dopasowana muzyka. Już od samego intra słychać, że nie jest to wrzucona bez namysłu lista utworów, a skomponowane specjalnie dla tej produkcji, kojarzące się z Krajem Kwitnącej Wiśni majstersztyki. Oprócz tego, że zmieniają się one w zależności od krainy, którą odwiedzamy, najczęściej pojawiające się postaci mają swoje tematy przewodnie, dzięki którym z zamkniętymi oczami moglibyśmy rozpoznać, z kim rozmawiamy. Ciekawie za to wygląda sprawa z dubbingiem, który jest bardzo umowny. Jako że Clover Studio nie miało funduszy na pełne udźwiękowienie tego fabularnego giganta, poszło na intrygujący kompromis. Wszystkie kwestie są śmiesznie zmiksowanymi i zapętlonymi kawałkami wypowiedzi aktorów dubbingowych. Tak więc każda postać ma swój głos, tylko że nie wypowiada on zrozumiałych słów, a mamrocze na okrągło to samo. Mogę śmiało powiedzieć, że była to dobra decyzja. Po kilku godzinach rozgrywki przyzwyczaiłem się do tego i cieszę się, że dialogi nie były nieme.

Cztery razy zbierałem się w sobie, żeby jakoś ładnie streścić choćby początek fabuły. Za każdym razem niestety albo wychodził mi wielki, spoilerowy potwór, albo niezrozumiały bełkot. Dlatego też powiem krótko – ta gra pełnymi garściami czerpie z japońskiej mitologii, dodając do tego swoje własne legendy. Kierujemi losami Amaterasu – wilka z boskimi mocami, któremu towarzyszy Issun – mały artysta. Dla każdego z nich zadanie jest inne. Amaterasu chce wypędzić zło ze świata, a Issun obserwować każdy ruch swojego dużego kompana i podkradać jego umiejętności.

I tutaj chyba warto wspomnieć o podstawowej mechanice gry. W każdym momencie mamy do dyspozycji pędzel. Wciskamy jeden przycisk, czas się zatrzymuje, a ekran zamienia się w nasze płótno. W zależności od postępów w grze i odkrytych zdolności, możemy na przykład ciąć otaczające nas obiekty, sprawiać, że zawieje wiatr lub tworzyć bomby. W ten niezwykle malowniczy (gra słów nie była zamierzona) sposób możemy zamienić opętaną przez zło krainę w tętniące życiem, kwitnące miejsce. Zdobycie wszystkich technik władania pędzlem jest jednym z głównych celów gry, a każda kolejna moc odkrywa przed nami nowe ścieżki, zachęcając również do ponownego odwiedzenia wcześniejszych lokacji.

Przez ponad trzydzieści godzin rozgrywki ani razu nie czułem znużenia, zawsze chciałem porozmawiać z jeszcze jedną osobą, posunąć historię do przodu. Ba, dwa razy zdawało mi się, że skończyłem grę, ale kolejne cutscenki wyprowadzały mnie z błędu. I mimo że nie jestem wielkim fanem japońskiej kultury, nie czytam mangi i nawet Pokémony nie wzbudzają we mnie zbyt ciepłych uczuć, to z Ōkami bawiłem się przednio.

Jednak nie samą fabułą gry stoją. Gdyby tak było, to pewnie wielką frajdę sprawiałaby mi seria Final Fantasy, czy inne Dragon Questy. Mają jednak one jedną wadę. Jest nią turowy system walki, którego po prostu nie jestem w stanie znieść. Cały dynamizm gry znika, kiedy zamiast porządnie przyłożyć wrogom musimy odczekać swoje w kolejce i wybrać czynność z listy. Dlatego właśnie Ōkami jest grą dla mnie. Poruszając się po świecie możemy napotkać na swojej drodze latające zwoje. Możemy je omijać lub, jeżeli chcemy zyskać doświadczenie i pieniądze, możemy wskoczyć do środka i rozpocząć walkę. Zwój wtedy znika, pojawiają się wrogowie, a obszar walki zostaje zawężony do małego, okrągłego pola. Nasz wilk ma do dyspozycji różne modele broni podzielone na trzy główne kategorie. Szybkie Lustra, Korale o sporym zasięgu i ciężkie, i wolne, ale zadające duże obrażenia Miecze (polskie nazwy broni zostały zaczerpnięte ze świetnego amatorskiego spolszczenia Ōkami w wersji na PS2, o którym więcej dowiecie się tutaj). Dodatkowo może oczywiście w każdej chwili użyć pędzla – każdy wróg (a jest ich całe zatrzęsienie – jesteśmy zasypywani przez nowe ich rodzaje praktycznie aż do samego końca gry) różnie reaguje na różne techniki i warto jest sobie zapamiętywać co działa na kogo. Nie można jednak nadużyć specjalnych mocy, ponieważ mamy tylko określoną ilość atramentu. Zużyjemy cały, a nasz wilk straci wszystkie swoje umiejętności, łącznie ze zdolnością do dzierżenia oręża. Na szczęście po jakimś czasie zapas się odnawia i możemy wrócić do walki w pełnym rynsztunku. A co dokładnie będziemy z niej mieli? Dostaniemy nagrodę pieniężną w zależności od ilości i rodzaju wrogów oraz bonus, zależący od przyjętych przez postać obrażeń i długości bitwy. Dodatkowo otrzymamy punkty chwały, będące odpowiednikiem punktów doświadczenia oraz, o ile spełnimy jeden z kilku warunków, czercie kły.

Pora przyjrzeć się elementom RPG. Punkty chwały, zdobywane za walki i wykonane misje, możemy w każdej chwili wymienić na dodatkowe punkty energii słonecznej (życie), powiększenie portfela (dodajemy jedno zero na końcu możliwej do trzymania w nim sumy) lub sakiewki astralnej (wypełniona jedzeniem torba; przywraca użytkownika do życia kiedy jest bliski śmierci). Oczywiście to wszystko kosztuje i najpierw trzeba będzie zaoszczędzić nieco chwały, aby móc sobie pozwolić na porządne ulepszenia.

Zarobione pieniądze możemy wymieniać w sklepie na przeróżne przedmioty. Od jedzenia dla spotykanych na naszej drodze zwierząt, przez wzmacniające nasze moce przedmioty, aż po bronie. Dodatkowo możemy udać się na Dojo, gdzie mistrz sztuk walki może za spore sumy pieniędzy pokazać nam nowe techniki walki, dzięki którym jeszcze efektywniej i efektowniej będziemy eliminować przeciwników. Jeżeli jednak chcemy czegoś naprawdę odlotowego, warto zbierać czercie kły. U specjalnych kupców możemy wymieniać różne ich ilości na całkiem przydatne w naszej przygodzie przedmioty. Słowem, fani rozwijania postaci powinni być zadowoleni.

Omówiłem chyba większość aspektów charakterystycznych dla wszystkich wersji gry. Pora powiedzieć coś o najnowszym wydaniu – Ōkami HD dostępnym w Playstation Store. To w zasadzie konwersja 1:1. Podbito jedynie rozdzielczość do 1080p i dodano obsługę Playstation Move. I mogę śmiało powiedzieć, że Ōkami zostało stworzone właśnie po to, żeby teraz błyszczeć na PS3. Wszystko jest tu ładne. Oczywiście tekstury to te same, siedmioletnie grafiki, ale dzięki cel-shadingowi nie rzuca się to tak bardzo w oczy. Kanciastość obiektów również nie jest za bardzo widoczna. Niestety prerenderowane filmy, takie jak intro i napisy końcowe ucierpiały na podniesieniu rozdzielczości. Wyraźnie odstają od reszty gry, ale jedyną radą na to byłoby stworzenie ich od nowa, a ciężko tego wymagać, więc pozostaje mi przeboleć to i cieszyć się rozgrywką. Jedyne, co mogło zostać poprawione, to draw distance. Kiedy biegniemy przez dolinę i nagle pięćdziesiąt metrów od nas pojawia się poletko z dzikami, to chciałoby się, żeby jednak te obiekty pojawiały się wcześniej.

A jak z obsługą Move? Nie miałem okazji przetestować jej osobiście, ale udało mi się poprosić mojego arhnowego kolegę – Chmurowatego – o szybki test. Jak donosi, obsługa Move to jedynie nie do końca przemyślana ciekawostka. Sterowanie pędzlem nie jest precyzyjne, a jakikolwiek ruch różdżką podczas biegu wywołuje wykonanie przez Amaterasu uniku. A to smutne, bo wersja Wii jakoś dawała radę.

Nie należy się jednak przejmować, bo to tylko domyślnie wyłączona funkcjonalność. O wiele bardziej istotna jest płynność rozgrywki. Zwłaszcza po całkiem porządnie klatkującej Ratchet and Clank Trilogy. I muszę przyznać, że Ōkami HD jest płynne. Jedynie dwa razy zdarzyło mi się, że gra lekko zwolniła z natłoku efektów na ekranie.

Czy warto więc kupić Ōkami w wersji na jakąkolwiek konsolę? Oczywiście. Jeżeli nawet ja, Japoniosceptyk, wsiąknąłem w nią na długie godziny i piszę teraz tak pochwalną recenzję, to ta gra musi coś w sobie mieć. Ōkami powinno zadowolić zarówno miłośników dobrej fabuły, jak i ludzi lubujących się w spuszczaniu manta wrogom. Jeżeli macie Wii, PS2 lub PS3, to z całego serca polecam wam zakupić tę grę. Zapewni zabawę na wiele godzin.

Młody i ambitny wielbiciel gier. W przeszłości zajmował się tłumaczeniami, edycją grafiki, tworzeniem interaktywnych czapek z filcu i graniem w FIFĘ (aż do pewnej porażki i zawieszenia kariery). Choć życie spędził w mat-fizach, nie przeszkodziło mu to zasłynąć w arhn.eu korektami, szybko zaczął również pisać własne teksty, newsy, by w późniejszym okresie stać się „tym gościem od wszystkiego”. Lubi wierzyć, że wszystko pójdzie po jego myśli.

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu