Breath of Fire IV

Cześć! Dawno nie było żadnego wpisu, ale pomysł OldGame+ nie upadł i kolejne pojawią się znacznie prędzej. Dzisiaj przeniesiemy się do czasów pierwszej konsolki Sony. Postanowiłem, że będę realizował cykl, opisując „na przemian” gry na różne konsole, żeby nie zanudzić NES-owców PSX-em i tak dalej. Przejdźmy jednak do sedna dzisiejszej odsłony.

Był rok 2001, a ja zagłębiałem się w lekturze konsolowych pisemek z solucjami, takich jak „PSXFan” czy „PLAY”. Lubiłem czytać opisy przejść – czułem, jakbym grał w daną grę. To właśnie wtedy przeczytałem opis Breath of Fire IV. Choć na poletku jRPG byłem zupełnym nowicjuszem, to zapragnąłem sięgnąć po ten tytuł. Jak to już z dziećmi bywa, w końcu namówiłem rodziców na zakup.

Breath of Fire IV

Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Breath of Fire. Trudno nazwać mnie fanem serii, bo przeszedłem tylko czwartą część – przez dwie pierwsze w wersji GBA nie przebrnąłem, w trzecią grałem tylko trochę. Za to „czwórce” poświęciłem kawał mojego chłopięcego życia… i wiecie co? Nie żałuję! Przygody Ryu (którego imię zapożyczyłem do mojej ksywy) i spółki wciągały mnie na długie godziny zawsze, gdy tylko odpalałem konsolę. I nie przeszkadzało mi, że praktycznie nie rozumiałem dialogów. Byłem tylko ja, gra i opis jej przejścia. Dobra, ale co sprawiło, że „Smoczy Oddech” był tak fantastyczny?

Po odpaleniu gry wita nas fantastyczne intro zrealizowane w klimacie anime, a po rozpoczęciu rozgrywki ukazuje się nam para bohaterów – Nina i Cray. Poznajemy ich, gdy w celu odnalezienia siostry dziewczyny przemierzają pustkowia w fantastycznym pojeździe. Niestety, zostają zaatakowani przez pustynnego smoka, który niszczy ich środek transportu. Nina wyrusza więc na poszukiwanie zapasowych części do pobliskiego miasta, a Cray zostaje, by pilnować wraku pojazdu. Po drodze dziewczyna spotyka olbrzymiego jaszczura ze skrzydłami, który na jej oczach przemienia się w nagiego chłopaka – tak, to Ryu. Parka szybko się zaprzyjaźnia i wyrusza w dalszą drogę.

Tutaj następuje ciekawy zabieg fabularny. Gdy bohaterowie zasypiają w jaskini, akcja przenosi się na drugi koniec świata, gdzie z wielkiego, starożytnego grobowca wychodzi tajemnicza postać z bandażami na rękach, do tego posługująca się bardzo archaicznym językiem. To Fou-Lu, cesarz Imperium Fou, mogący dokonywać transformacji w smoka. Niestety, epizody z Fou-Lu są dość krótkie i zazwyczaj kończą się tym, że „psy imperium”, które bohater założył przed wiekami, spuszczają mu porządny łomot.

Breath of Fire IV

To tyle, jeśli chodzi o fabułę. Przejdźmy zatem do postaci występujących w grze. Do naszej dyspozycji oddano całą plejadę bohaterów, zaś każdy z nich znacząco różni się od reszty. Wspomniałem już o Ryu (jak bohaterowie większości jRPG – jest niemową), Fou-Lu, skrzydlatej Ninie i siłaczu z ogonem – w tej roli Cray. Wspiera ich psowaty Scias, robot Ershin oraz zapamiętana jako kobieta ze spluwą Ursula. Drużyna nie powstaje od razu – jest budowana stopniowo, w trakcie gry, ale to chyba standard w tego typu produkcjach. Warto dodać, że prawie każda postać może używać specjalnej zdolności w trakcie eksploracji plansz: Ryu wyłudza drobne sumy pieniędzy od przechodniów, tnąc ich mieczem, Nina wzlatuje do góry i odkrywa większą część mapy, a Ershin wali z „bańki”. Ciekawe rozwiązanie, a maltretowanie losowych NPC zawsze mnie bawiło.

System walki jest typowo turowy. Na pochwałę zasługuje możliwość zdobywania pomniejszych umiejętności (coś jak Blue Magic z serii Final Fantasy). Jeśli postać przyjmie w trakcie potyczki tryb defensywny, ma szansę nauczyć się zdolności używanych przez wroga. Co więcej, umiejętności te możemy przenosić między bohaterami. Kolejnym świetnym aspektem rozgrywki, który bardzo mi się spodobał, jest transformacja w smoki – może jej dokonywać zarówno Ryu, jak i Fou-Lu. Ryu przemienia się w jaszczury związane z żywiołem ognia, zaś Fou-Lu preferuje mróz i zimno. Kolejną zaletą systemu walki jest możliwość łączenia zaklęć. Pomyślcie – mamy dwójkę bohaterów: jeden rzuca zaklęcie ognia, a drugi podmuch wiatru. Tworzą więc jeden atak, zazwyczaj silniejszy i działający na wszystkich wrogów. Kombinacji jest mnóstwo, a odkrywanie nowych sprawia ogromną frajdę. Różnorodność przeciwników też cieszy – napotkamy standardowe „glutki”, szkielety, zombie, ale także innych, ciekawszych wrogów: giganty i żywiołaki. Bossów jest wielu – od imperialnych pachołów, przez ogromne dwunożne dziki, aż po… wróble. Cóż, co kto lubi.

Breath of Fire IV

Teraz słów kilka o dodatkach do właściwego gameplayu. Zacznijmy od systemu Mistrzów. Wraz z postępem gry zyskujemy możliwość oddelegowania każdej postaci na naukę u jednego z Mistrzów. Oferują oni przyspieszenie wzrostu wybranych statystyk i spowolnienie rozwoju innych podczas podnoszenia poziomu. Dodatkowo, każdy proponuje kilka zadań do wykonania, których ukończenie daje nam np. bonusowe zaklęcia. Będąc uczniem danego mistrza, bohater zyskuje specjalną zdolność w walce, jak choćby taką, która pozwala postaciom stojącym w tylnym rzędzie zasnąć i zregenerować siły.

Co więcej? Możemy wybrać się na ryby! Miejsc do wędkowania jest wiele, podobnie jak rodzajów ryb, wędek i przynęt. Złowione stworzonka służą jako przedmioty użyteczne w walce, ale możemy je także wymieniać na ekwipunek u specjalnych kupców. Wędkarstwo pozwala na długie godziny oderwać się od wątku głównego. Kto nie przepada za wędkowaniem, może zostać szefem klanu wróżek. Wiąże się to z pomocą w budowie domów, zakładaniu sklepików i galerii (w których, na przykład, można obejrzeć concept arty). Jak wiadomo, żadne plemię nie przeżyje bez jedzenia, toteż musimy wysyłać je na polowania. A że nie radzą sobie z tym najlepiej, często podczas podróżowania po mapie świata możemy natknąć się na nasze żyjątka i im pomóc! Wróżki i ryby są fantastyczną odskocznią od fabuły, a do tego dodatkiem „pełną gębą” – dającym nam wymierne korzyści.

Breath of Fire IV

Uwzględniając datę wydania gry, która ujrzała światło dzienne w 2000 roku, można śmiało powiedzieć, że grafika jest bardzo dobra. Bohaterowie i niektóre stworki zrealizowane zostały za pomocą niezawodnych sprite’ów, a większe maszkary w technice trójwymiarowej, podobnie jak otoczenie. W przypadku tła warto dodać, że kamera jest izometryczna i można ustawić jej położenie tylko w 4 punktach. Co z oprawą muzyczną, spytacie. Zapewniam, kilka utworów zapadło mi w pamięci, najbardziej chyba jednak utwór z intra. Mimo że gra nie ma voice actingu, to w trakcie walk słyszymy różne kwestie czy odgłosy bohaterów.

Breath of Fire IV

Mogę śmiało powiedzieć, że Breath of Fire IV jest jedną z moich ulubionych gier na PSX, zaraz obok Legend of Mana. Bajeczny klimat (aczkolwiek fabuła nie zawsze jest lekka i bajkowa), miła dla oka grafika i wiele mini-gier zasługują na pochwałę. Szkoda tylko, że seria została porzucona przez Capcom po wersji na PS2 (której nigdy nie miałem okazji wypróbować). Jeśli macie okazję i chcecie „ograć” solidnego jRPG – serdecznie polecam Breath of Fire IV, na pewno się nie zawiedziecie!

Człowiek-nostalgia, bardzo lubi wszelakiej maści wspominki. Wychował się na Pegasusie, potem na PlayStation, aktualnie posiada tylko NDSa, ale nie przeszkadza mu to być na bieżąco. Studiuje romanistykę, interesuje się krajami dalekiego wschodu. Uwielbia blogi podróżnicze (bądź pisane przez ludzi, którzy osiedlili się gdzieś daleko). W wolnych chwilach grywa w teatrze akademickim.

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu