The Fantastic Adventures of Dizzy – Recenzja

UWAGA! Recenzja zawiera śladowe ilości spoilerów! UWAGA!

Dizzy

Wprowadzenie
– trzy duże jaja (cztery, jeśli jesteś bardzo głodny)

Dużo wody w Wiśle upłynęło zanim zdecydowałem się zrecenzować jedną z moich ulubionych gier z dzieciństwa. Tym razem postanowiłem opisać przygody, wydawać by się mogło nijakiego, Magicznego Jajka. The Fantastic Adventures of Dizzy to bardzo interesująca mieszanka, łącząca w sobie cechy gry przygodowo-platformowo-zręcznościowej z elementami licznych zagadek logicznych. Jego wydawcą jest Codemasters, a tytuł ujrzał światło dzienne w 1991 roku na ogromnej liczbie platform: Sega Mega Drive/Genesis, Sega Master System, Sega Game Gear, NES, Amiga i DOS. Dla naszych polskich graczy dostępny był w postaci kartridża do Pegasusa na owianej już kultem Złotej Piątce.
Jako ciekawostkę można dodać informację o poślizgu premiery spowodowanym sprawą sądową pomiędzy Codemasters, a Nintendo o akcesorium Game Genie, w wyniku czego nie sprzedano planowanego pół miliona egzemplarzy, a zaledwie 125 tys.

Fabuła
– kilka plasterków szynki (lub innej wędliny, która ci smakuje)

Na pierwszy rzut oka fabuła wydaje się banalna, przypomina tę znaną z Super Mario Bros. Po raz kolejny przedstawiony jest motyw porwania Daisy, ukochanej głównego bohatera, tym razem przez naszpikowanego złem czarnoksiężnika o złowrogim imieniu – Zaks. Dizzy bez zbędnego czekania rusza na ratunek. Zadanie nie jest jednak takie proste, jakby mogło się wydawać. Aby uzyskać dostęp do ufortyfikowanej wieży maga wysoko w chmurach, nasz owalny przyjaciel będzie musiał uzbierać 100 rozsianych po ogromnej liczbie lokacji gwiazdek, dzięki którym zniszczy barierę i otrzyma możliwość skopania tyłka ww. badassowi. Przy okazji uwolni też całą swoją rodzinę, stając się bohaterem wszechczasów w Yolkfolk!

Mój bohater!

Gameplay
– jedna niewielka cebula

Podczas gry sporo się nagłówkujemy, ponieważ całość rozgrywki polega na znalezieniu jakiegoś przedmiotu i oddaniu go komuś, bądź użyciu z innym. Na przykład, by rozmrozić Denzila należy znaleźć zapałkę oraz drewno, a następnie przy kostce lodu, w której jest uwięziony użyć tych rzeczy. Innym przypadkiem jest uratowanie Dory – zamienioną w żabę trzeba zanieść do księcia. Po otrzymaniu magicznego pocałunku, siostra Dizziego przybiera swoją dawną postać. Takich przykładów można podawać w nieskończoność i o ile na niektóre z nich wpadniemy od razu, tak z innymi sporo trzeba będzie się nakombinować. Zadania te pozwolą nam eksplorować ogromny świat gry, cały czas powoli go przed nami odsłaniając.
Podczas rozgrywki zwiedzimy różnego rodzaju lokacje, od leśnej wioski, w której żyje nasz bohater, przez rozmaite podziemne tunele i upiorne zamczyska, po złote piaskowe plaże czy tereny podwodne. Jakby jeszcze tego było mało, co jakiś czas pogramy w różne, raz zręcznościowe, innym razem logiczne minigierki, takie jak: pływanie beczką, jazda wagonikiem, strzelanie z kuszy czy układanie zaklęcia, w celu zdobycia dodatkowego życia. Każda jedna szansa jest na wagę złota, ponieważ na swej drodze napotkamy wielu przeciwników. Dodatkowo kierujemy postacią kruchego jajka i jeden zły ruch wystarczy, żeby stłuc naszego bohatera. Na szczęście z pomocą przychodzą rozsiane po planszach owoce, które regenerują pasek zdrowia.

Bohaterowie
– 1/5 kostki masła

Czym byłby ten olbrzymi świat bez bohaterów, czy też NPCów do napotkania? Niczym, wielką pustką. Na szczęście tytuł nie ma z tym problemu, przybliżę więc pokrótce postaci. Dizzy – odważny gość, bez zastanowienia rusza na ratunek swojej ukochanej Daisy. Ta z kolei jest cheerleaderką, ciepłą postacią o dobrej duszy. Dora jest młodszą siostrą naszego protagonisty, uwielbia gotowanie i pieczenie ciast. Dylan to łysy, wyluzowany hipis, kochający trawę, słońce i drzewa. Najbardziej zwariowanym mieszkańcem nazwać można Denzila, postać bardzo radosną i zawsze uśmiechniętą, zaś Dozy jest jego największym przeciwieństwem, to największy śpioch w Yolkfolk. Grand Dizzy, jak samo imię wskazuje, jest wysłużonym staruszkiem na emeryturze. Oprócz jajowatych bohaterów wymienionych wyżej na swej drodze napotkamy sporą ilość postaci niezależnych, każdą ze swoją historią do opowiedzenia i z mini questem do wykonania. Całość przypomina swoistą mieszankę wszystkich starych bajek, znanych nam z dzieciństwa (motyw pocałunku żaby przez księcia, oddanie krowy mleczarzowi zaowocuje otrzymaniem ziarenka magicznej fasoli, itp.)

Piękny świat.

Grafika i Muzyka
– szczypiorek

Grafika jest bardzo dobra, animacje postaci stoją na wysokim poziomie (pamiętajmy, że mowa tu o konsoli 8-bitowej). Wszystkie lokacje zostały przedstawione w sposób bajkowy, co wyszło grze bardzo na plus. Każda z nich jest inna, naszpikowana elementami charakterystycznymi dla danego etapu np. na plaży ujrzymy ogromne ilości piasku, w tle rosną palmy, unoszą się chmury, ziemię miejscami porasta trawa, latają motyle – jest miło i przyjemnie. Sytuacja zmienia się na ponurym cmentarzu, gdzie znajdują się groby, latają nietoperze, z góry kapie woda – jest mrocznie i strasznie. Leśna wioska jest moją ulubioną lokacją, to właśnie w niej mieszkają nasi bohaterowie, wszystkie drzewa połączone są kładkami i mostami. Dostęp na wyższe piętra możliwy jest dzięki windom. Domek każdej postaci również wypełniony jest szczegółami, są łóżka, szafy, kredensy. Całość wygląda na bardzo dopracowany i dopieszczony pod każdym względem tytuł. Gdyby komuś było mało, w grze zaimplementowano system dnia i nocy, aż dziw bierze, że taka zawartość zmieściła się na jednym kartridżu.
Muzyka idzie w parze z grafiką, pogrywa nam radośnie w tle zależnie od lokacji, w której obecnie się znajdujemy. W jaskiniach pomrukuje, jest lekko przerażająco, można poczuć ciarki na plecach, ale na takim pirackim statku sytuacja szybko się zmienia i brzęczy wesoło coś w stylu szant. Efekty dźwiękowe również dają radę, aczkolwiek moim zdaniem, stoją na niższym poziomie niż dźwięki lecące w tle. Każdy maniak oldschoolu chyba doskonale wie, czego może się spodziewać po Pegasusie, w tym przypadku mogę tylko powiedzieć, że jest lepiej niż zazwyczaj.

Zabójczy wodospad

Podsumowanie i ocena
– pomidor

Podsumowując, gra mimo upływu wielu lat dalej pozostaje tytułem, którym warto się zainteresować. Myślę, że na maniakach oldschoolowych klimatów zrobi wrażenie nawet dziś. Dawniej ukończenie jej zajęło mi prawie 9 godzin, co bez możliwości zapisu, czy jakichkolwiek haseł było dla mnie najtrudniejszym zadaniem w tamtych czasach. Po latach wróciłem, całość przeszedłem w lekko ponad 3 godzinki. Tytuł oferuje sporo frajdy i kombinowania, każde rozwiązanie zagadki czy oddanie komuś przedmiotu i otrzymanie następnego sprawia, że mamy ochotę coraz bardziej zagłębiać się w Fantastyczny Świat Dizziego. Miałem do czynienia z innymi wydaniami przygód jajka, ale właśnie ta część przypadła mi najbardziej do gustu za sprawą wspaniałej grafiki, dobrej muzyki oraz ogromnego świata gry. To reprezentant przygodówek w starym stylu, idealnie trafiający w gusta ludzi lubujących się w grach tego gatunku – dziś niestety, lekko wymarłych.

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu