Recenzja Rush Bros.

Pisanie recenzji gier niezależnych to niełatwe zadanie. Z jednej strony chciałoby się zrobić to jak najrzetelniej, bez pomijania szczegółów, nawet jeśli miałyby obniżyć końcowy werdykt. Z drugiej jednak chciałoby się zlitować nad dziełem małego, raczkującego jeszcze studia i przymknąć oko na błędy, twierdząc, że to kwestia nabrania doświadczenia.

Kiedy nie wiem co robić, pytam o zdanie internetu. Z pomocą przyszła strona internetowa twórców obiektu mojej dzisiejszej recenzji – XYLA Entertainment – znalazłem na niej szumny opis tego, jak to firma chce zrewolucjonizować granie. Jednym słowem, postawili sobie cele, według których będę mógł szybko i bez dylematów opisanych na początku artykułu ocenić ich najnowsze dzieło – Rush Bros.

Rush Bros.

Gry i muzyka od dawna idą w parze. Rush Bros. wnosi jednak to połączenie na nowy poziom. Naszym bohaterem jest jeden z dwóch braci DJ-ów, Bass albo Treble. Swego czasu grali razem, potem jednak rozpoczęli kariery solowe, co przyniosło im jeszcze więcej sławy. Z niewiadomych przyczyn, mimo posiadania tysięcy fanów, dali się namówić na wspólny udział w wyścigach, do których “wchodzi dwóch DJ-ów, wychodzi jeden”. Ja też nie do końca rozumiem o co chodzi w fabule, po minutowym intrze gra już więcej o niej nie wspominała, więc najwyraźniej nie powinienem się tym przejmować. Szkoda jednak, że nici z “fabularnego doświadczenia”, którego dostarczaniem chwalą się twórcy na swojej stronie.

Skoro wątek nie jest ważny, to trzeba skupić się na gameplayu. Jest w założeniach prosty, należy bowiem dostać się z punktu A do B w jak najkrótszym czasie. Po drodze będą czekać na nas pułapki w postaci kolców, laserów, lawy, kwasu i innych niebezpiecznych rzeczy oraz różne “zagadki”; od drzwi otwierających się za naciśnięciem przycisku, przez takie wymagające pociągnięcia dźwigni, po wymagające nuty-klucza. Z biegiem rozgrywki będziemy mieli do czynienia z coraz większą liczbą wrót i kluczy, przez co poziomy będą zmieniały się w labirynty. Przydatną w tym przypadku mechaniką jest strzałeczka, która wyświetla się koło bohatera po zebraniu nuty. Dzięki niej znamy mniej więcej kierunek, w którym powinniśmy szukać wyjścia. W tych pokręconych poziomach mamy nieskończoną liczbę żyć, a checkpointy znajdują się bardzo blisko siebie. Raz na jakiś czas trafimy jednak na inny rodzaj planszy. To wyścig z falą kwasu bądź lawy niszczącą wszystko, co napotka. Śmierć w takim poziomie oznacza cofnięcie się do startu i ponowną próbę.

System Error Level

Rush Bros. bardzo mocno stawia na współpracę między muzyką i grafiką, więc czuję się w obowiązku opisać je jako całość. Już w intrze wita nas utwór elektroniczny kojarzący się z wizytą w klubie – nic dziwnego, w końcu bohaterowie to DJ-e. Całą ścieżkę dźwiękową tworzą nagrania w tym stylu, skomponowane przez izraelski zespół Infected Mushroom. Osoby, które nie lubują się w tego rodzaju muzyce, ciągle mogą zagrać. Rush Bros. umożliwia graczom wskazanie dowolnego folderu zawierającego pliki .mp3 lub .ogg i tworzy z nich ścieżkę dźwiękową.

Niezależnie od tego jaki kawałek wybraliśmy, każdy poziom zawiera elementy aktywnie reagujące na odgrywany utwór. W tle są wielkie głośniki? Ich membrany będą drgały, jakby to one emitowały muzykę. Z podłogi wysuwają się zabójcze kolce? Będą to robiły do rytmu. Z tego też powodu odradzam tę grę ludziom ze skłonnościami do migren albo z epilepsją. Po kilkunastu minutach z nadmiaru bodźców potrafiła rozboleć mnie głowa. Styl graficzny jest bardzo zróżnicowany. Od industrialnych rusztowań, przez dziką dżunglę, planszę oddającą hołd glitchom graficznym, po poziomy inspirowane innymi grami indie a nawet jedną dedykowaną twórcom ścieżki dźwiękowej. Niektóre wypadają lepiej, inne gorzej, ale ogółem grafika podobała mi się. Tak dobrze jak tła nie wypadają niestety animacje bohatera. Według mnie brakuje im nieco dynamiki – niezależnie od tego czy poruszam się najwolniej jak umiem, czy z zawrotną prędkością, przebieram nogami w ten sam, nudny sposób.

Biegnij, DJ-u!

Rush Bros. to platformowa gra wyścigowa nastawiona przede wszystkim na multiplayer. Mamy możliwość przechodzenia poziomów bez przeciwnika i ewentualnie ścigania się z własnym duchem, ale to lokalny splitscreen i multiplayer online ze znajomymi lub randomami jest zalecaną przez twórców opcją przechodzenia gry. Szkoda jednak, że lista rozgrywek, do których można się dołączyć, jest zazwyczaj pusta i jedynie dzięki szczęściu udało mi się przez chwilę pościgać z niesamowicie dobrym Niemcem. System hostowania i dołączania się do gier jest jednak bardzo dobry i w raptem kilka sekund można przejść z menu do wyścigu.

Aby móc jak najrzetelniej ocenić tryb multiplayer, wyzwałem na pojedynek samego Dark Archona. Okazało się, że potyczka online niewiele różni się od ścigania się z własnym duchem. Każdy z graczy ma własny tor i jedynie jego projekcja wyświetla się na ekranie tego drugiego. Oznacza to, że jeśli ja otwieram jakieś drzwi, to mój przeciwnik mimo wszystko musi otworzyć je samodzielnie. Teoretycznie równie dobrze można by rozegrać taki wyścig w trybie hot seat i nic by się nie zmieniło. Twórcy chyba również zauważyli ten mankament i postanowili wprowadzić power-upy. Podczas rozgrywki w singlu możemy zebrać dwa ich rodzaje: przyspieszające nasz bieg i pozwalające nam wykonywać podwójne skoki. Kiedy gramy z kimś w multi, do tej puli dochodzą power-upy uprzykrzające rozgrywkę przeciwnikowi – odwracając mu sterowanie bądź na przykład zbliżając kamerę tak, że nie widzi gdzie biegnie. Oczywiście nie spotkamy znajdziek na głównych trasach i często trzeba zatrzymać się i wykonać dodatkowy, trudny skok, aby do nich dotrzeć, więc tylko od decyzji graczy będzie zależało czy wolą zwiększyć swoje szanse, tracąc czas na dotarcie do power-upu, czy raczej biec przed siebie licząc na swoje zdolności. W takim razie, teoretycznie rzecz biorąc. nawet posiadając mniejsze umiejętności, powinniśmy mieć możliwość wygrania starcia.

Double jump.

Niestety tak nie jest. Rush Bros. to gra trudna i na dalszych etapach niewybaczająca już błędów. Tutaj XYLA całkowicie spełniła obietnice ze swojej strony – będziecie się wkurzać i będziecie chcieli rzucać padem… albo klawiaturą, bo jak udowodnił Dark Archon, da się wygrać wyścig grając i na niej. Jednak czym innym jest trudność wynikająca z naszych własnych błędów, z którą mieliśmy do czynienia w Super Meat Boyu, a czym innym trudność wynikająca z problemów ze sterowaniem, której doświadczałem w Rush Bros. Dopóki jesteśmy w biegu, wszystko zdaje się być w porządku. Nasza postać dobrze reaguje na komendy, skacze, odbija się od ścian – wszystko na poziomie znanym ze wspomnianego SMB. Niestety, kiedy podczas naszej przeprawy do linii mety zdecydujemy się przystanąć w celu zwiększenia precyzji, natychmiast zrobi się nieprzyjemnie. Bracia Pośpiech nie potrafią bowiem chodzić. Dla osób przyzwyczajonych do grania w platformówki, podchodzenie do samej krawędzi platformy celem wykonania bardzo precyzyjnego skoku to norma. Tutaj jednak samo ustawienie się zajmie więcej czasu niż skok, bo bohaterowie mają niesamowicie frustrującą tendencję do ślizgania się, przez co nawet leciutkie skorygowanie pozycji gałką analogową wysyła nas w przepaść. Po kilku takich śmierciach miałem ochotę wyłączyć grę i nigdy do niej nie wracać. Brawo, XYLA. A warto dodać, że jest jeszcze tryb survival, w którym posiada się tylko jedno życie. Niestety, twórcy prawdopodobnie przecenili swoich klientów, bo szybkie spojrzenie na globalne statystyki osiągnięć Steam pokazało, że zaledwie ułamek posiadaczy gry był w stanie uzyskać choćby jedno osiągnięcie (a nikt nie zdobył ich wszystkich).

Czy po tym całym narzekaniu poleciłbym komukolwiek Rush Bros.? Prawdopodobnie nie. Zwłaszcza, że kosztuje 9,99 dolara na Steam, a widywałem o wiele lepsze produkcje freeware’owe. Owszem, jest ładna i podoba mi się sposób, w jaki muzyka wpływa na otoczenie, ale gry są po to, żeby w nie grać, a nie oglądać. Niestety nieprzyjemny gameplay skutecznie pozbawił mnie jakiejkolwiek nadziei, że może być to dobra pozycja. Jest nieuczciwie trudna, fabuła praktycznie nie istnieje, a multiplayer, choć pozornie przyjemny, cierpi przez brak chętnych do zmagań, bo najwyraźniej wszyscy poznali się na tym, jak kiepska to gra. Zostańcie przy Super Meat Boyu, jest o wiele lepszy.

Młody i ambitny wielbiciel gier. W przeszłości zajmował się tłumaczeniami, edycją grafiki, tworzeniem interaktywnych czapek z filcu i graniem w FIFĘ (aż do pewnej porażki i zawieszenia kariery). Choć życie spędził w mat-fizach, nie przeszkodziło mu to zasłynąć w arhn.eu korektami, szybko zaczął również pisać własne teksty, newsy, by w późniejszym okresie stać się „tym gościem od wszystkiego”. Lubi wierzyć, że wszystko pójdzie po jego myśli.

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu