Warto zagrać: Uncharted 2: Among Thieves

Sami przyznali również, że pierwsza odsłona cyklu to było ledwie trzydzieści procent tego, co potrafili wycisnąć z konsoli. Tym razem chcieli pokazać na co ich stać i nie dość, że naprawili błędy, to jeszcze postarali się o zupełnie nowe elementy rozgrywki, które podkręciły tempo i przykuły mnie do monitora na długie godziny.

Więcej, szybciej, lepiej

Wszystko zaczyna się od hitchcockowskiego trzęsienia ziemi. Drake budzi się w pociągu wiszącym z urwiska w Himalajach, do tego ciężko ranny, ścigany przez oddziały wroga. Jak się tu znaleźliśmy? Co tu robimy? Na te pytania odpowiada nam klasyczny zabieg retrospekcji, przenoszący nas do początku całej historii. Mechanizm ten, chociaż jest dość oklepany we wszelkiego rodzaju filmach i grach, to nadal sprawdza się świetnie, a tu został zrobiony prawie idealnie, z czego określenie “prawie” dotyczy tylko ostatnich akordów tego rozwiązania. W trakcie rozgrywki niestety zostaniemy zmuszeni znowu do odegrania prologu, tym razem w prawidłowej chronologii, a można to było ominąć “powrotem” do podstawowego czasu.

Uncharted 2

Jednak to jest chyba mój jedyny poważny zarzut do budowy historii i rozgrywki, cała reszta to majstersztyk. Po początkowej dynamicznej akcji trafiamy na etap skradankowy w muzeum, potem szybki przeskok na Borneo prosto w bitewny wir i walkę partyzancką w dalekowschodnim mieście. To tylko kilka pierwszych poziomów, a twórcy mają jeszcze kolejne asy w rękawie i nie szczędzą nam pomysłów, starając się zmieniać co chwilę styl rozgrywki i pokazując nowe lokacje. Wszystko, byle gracz nie zdążył się znudzić. Pojawiają się również proste zagadki, wprowadzające kolejne urozmaicenie oraz nadające historii klimatu prawdziwej przygody. Do typowych rozwiązań gier akcji twórcy dodali także te znane z filmowej odmiany gatunku. Najmniej chyba zdradzę, jeśli tylko potwierdzę przypuszczenia, że jakoś trzeba się dostać pociągiem w Himalaje i nie będzie to turystyczna wycieczka, a raczej walka na śmierć i życie w stylu agenta Jej Królewskiej Mości.

W poprzedniej części serii jednym z moich głównych powodów do narzekań była nadmierna liniowość poziomów. Jeżeli ktokolwiek nie zrozumiał, dlaczego na to tak narzekałem, ten powinien zagrać w Uncharted 2. Wszystkie poważne wady zostały naprawione. Jeśli poruszamy się po tunelowych szlakach w puszczy, to mamy możliwość wyboru dróg (ograniczonych, ale zawsze), jeśli jest to zburzone miasto, to alternatywne ścieżki są blokowane przez zwały gruzu. Dodatkowo rozwój wydarzeń stara się nie dać nam zbyt wiele czasu na szukanie niedociągnięć. Liniowy system prowadzenia rozgrywki został zamaskowany idealnie, a przy tym uniknięto w większości przypadków niewidzialnych ścian. Nie jest to otwarty świat, ale w trakcie gry nie przeszkadza to w niczym.

Uncharted 2

Cud, miód, orzeszki i łyżka dziegciu

Przebudowie, a raczej ewolucji, uległ też sam Drake. Przestał być postacią z gry dla dzieci, tylko stał się pełnokrwistym podróżnikiem z zacięciem awanturnika. Do tego scenarzyści poprawili jego żarty sytuacyjne i zamiast żenujących zdań trafiają się wstawki, które spokojnie można by znaleźć w filmach o Indianie Jonesie. Nawet notatki w dzienniku bohatera, potrafią pogłębić odbiór samego Drake’a i ukazać go od dość niespodziewanej strony. Zmianie na plus uległy też pozostałe postacie. Zamiast jednej nic nie znaczącej bohaterki dostajemy dwie rywalizujące damy – twardą i seksowną łowczynię przygód oraz zazdrosną o nią dziennikarkę. Obie przewijają się przez całą historię i każda ma swoją rolę do odegrania. Osobiście bardziej polubiłem Chloe, głównie ze względu na to, że pojawia się w lepiej napisanych scenach (i ten genialny głos), ale także Elena ma swoje pięć minut. Powraca również Victor Sullivan, ponownie w przerysowanej formie, która wciąż się sprawdza, lecz niestety jego rola została ograniczona. W tej całej wyliczance można się przyczepić wyłącznie do głównego oponenta, który jest stereotypowy aż do bólu, co raczej nie daje dodatkowego kopa, aby go pokonać, ale też nie przeszkadza, gdy akcja po prostu wciąga gracza.

Jeśli już przy bossach jesteśmy, to niestety jest to jedyny aspekt, który w Uncharted 2 zawodzi. W odróżnieniu od pierwowzoru twórcy postanowili tu dość wyraźnie wyznaczyć walki z nimi, lecz nie mieli na nie pomysłu, co zaowocowało jednym z gorszych bossfightów, z jakimi miałem do czynienia. Przed pojedynkiem gracz dostaje paczkę amunicji i ma biegać wkoło, ładując ołów w przeciwnika aż do jego zgonu i to niestety tyle. Po prostu wieje nudą.

Uncharted 2

Kończąc tę recenzję, pozostało mi jeszcze odnieść się do strony audiowizualnej. Nadal brakuje mi jakiegoś utworu, który od razu kojarzyłby mi się z Uncharted, ale nie potrafię też nic zarzucić muzyce i dźwiękom, jest dobrze. Natomiast grafika zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, ponieważ wciąż miałem w pamięci pierwowzór. Przede wszystkim nie ma już żadnych denerwujących usterek technicznych, co przyjąłem z ulgą. Sam świat stał się o wiele bogatszy w porównaniu do poprzedniej części, a do tego zaskakuje widokami i rozwiązaniami technicznymi. Co najważniejsze, poszczególne lokacje nie są wyrwane zupełnie z kontekstu, ale wynikają z rozwiązań fabularnych i logicznie się zmieniają, a przy tym nie są monotonne. Głównie zwróciłem uwagę na ruiny i historyczne miasta, bo w grze o poszukiwaniu skarbów, to one dla mnie są najistotniejsze i na szczęście się nie zawiodłem. Stare klasztory, zabytkowe pomieszczenia, na których czas odcisnął swoje piętno, do tego górskie miasteczko niezmiennie takie samo od wieków. To wszystko jest wręcz cudowne.

Uncharted 2 ociera się o ideał gry, pojawiają się tylko drobne rysy, psujące minimalnie ogólny odbiór, lecz nie powinny one odbierać jej wielkości. Nie jest to super ambitna pozycja, chcąca coś udowodnić graczom, jest to po prostu niemiłosiernie wciągająca gra akcji. Dobrze zbudowane postacie, świetne lokacje i przede wszystkim genialnie zaprojektowana rozgrywka nie pozwalają oderwać się od konsoli aż do napisów końcowych, zatem jeśli jej jeszcze nie ograliście, to czas najwyższy to naprawić.

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu