Rozczarowania ostatnich lat

Chyba każdy gracz oczekuje z niecierpliwością na jakiś tytuł i chciałby od niego jak najlepszej rozgrywki, grafiki czy też fabuły. Niestety nie zawsze gry spełniają nasze oczekiwania…

Insajd swoim tekstem zainspirował mnie do stworzenia mojej własnej listy gier, których oczekiwałem, a w momencie ich premiery okazały się niezadowalające, niekiedy nawet wręcz rozczarowujące. W tym felietonie chciałbym się z wami podzielić swoją przygodą z dwoma tytułami z ostatnich lat i wyjaśnić, dlaczego to właśnie one zawiodły mnie najbardziej.

Na pierwszy ogień, a zarazem najcięższy, zostaje wystawiony tytuł: Batman Arkham Origins, czyli prequel wyśmienitego Arkham Asylum i Arkham City. Będąc wielkim fanem serii, już od samego początku przestraszyłem się informacji, iż gry nie produkuje Rocksteady, a Warner Bros Games Montreal. Poprzednie odsłony ustawiły bardzo wysoko poprzeczkę, a nowe studio praktycznie nie miało doświadczenia w tworzeniu gier. Jak można się domyśleć, twórcy niestety nie podołali stworzeniu produkcji godnej serii Arkham.

Screen z Batman Arkham Origins

W tym momencie powinienem opisywać, co właściwie poszło nie tak, na czym producentom powinęła się noga, ale w zasadzie nie wiem, od czego tak naprawdę rozpocząć. Jako pierwsza pod nóż niech pójdzie fabuła. Sam koncept zapowiadał się świetnie. Nasz główny bohater, dopiero zaczynający krucjatę przeciwko światkowi przestępczemu Gotham City, wchodzi w konflikt z wpływowym czarnym charakterem miasta – Black Mask. Ten postanawia pozbyć się Nietoperza i wyznacza za jego głowę nagrodę w wysokości 50 milionów dolarów, przez co dziesięciu najskuteczniejszych morderców rozpoczyna polowanie na naszego protagonistę. Prawda, że zamysł świetny? Szkoda tylko, iż większość z tych najemników została potraktowana zdecydowanie po macoszemu.

Tak naprawdę, jedyną ważną rolę w grze spełnia okrutny Bane, z którym wiąże się kompletny brak kunsztu w pisaniu dobrego scenariusza. Wyobraźcie sobie: jesteście superzłoczyńcą, odkrywacie tożsamość waszego nemezis, chyba normalną myślą w takim momencie jest chęć podzielenia się informacją z innymi kryminalistami. Nie według scenarzysty – ten stwierdza, że lepiej jest zachować tę wiedzę dla siebie, by później, w kulminacyjnym punkcie fabuły, dostać nagłego ataku amnezji. Tak taniego triku na zatajenie tożsamości superherosa jeszcze nie widziałem. W całej produkcji istnieje tylko jeden zwrot akcji, w dodatku jest on bardzo łatwy do przewidzenia.

Przechodząc dalej, dawno nie miałem okazji grać w tak obfitą w błędy produkcję, i nie mówię tu o drobnych problemach z ragdollem czy wpadaniem pod tekstury. Weźmy na przykład moją walkę z Deathstrokiem. Jest to potyczka kilkufazowa, najpierw pokonaj podrzędnych bandziorów, by móc obić trochę bossa i tak kilka razy. Wszystko niby zapowiada się pięknie do czasu, gdy przeciwnik chowa się w ścianie i nie ma zamiaru z niej wyjść. Jedyną opcją na naprawę tego, jest wczytanie ostatniego punktu zapisu, czyli momentu przed samą walką. Gorzej, jeśli z powodu tego niedociągnięcia nie możemy tytułu ukończyć. Z tych właśnie powodów Batman: Arkham Origins zajmuje pierwsze miejsce na liście hańby. Mam tylko nadzieje, że Rocksteady przywróci świetność serii swoim Arkham Knight.

Drugą produkcją, który chcę opisać, jest Diablo III. I tu prawdopodobnie osoby czytające ten tekst podzielą się na dwie grupy. Pierwsza zapewne się ze mną zgodzi, a druga zacznie wyzywać mnie od idiotów bądź też heretyków. Zanim zaczniecie dyskutować na ten temat, poczekajcie chwilę, a wyjaśnię wam, dlaczego ten wyczekiwany przez dwanaście lat tytuł trafił do tego felietonu. Głównie skupię się na tytule przed wyjściem dodatku Reaper of Souls, chociaż i po nim gra nie pozbyła się wszystkich swoich problemów.

Screen z gry Diablo III

Już od młodości byłem związany z serią Diablo. Niezliczone godziny spędzone na PvP z kuzynostwem w Diablo II wspominam do dziś. Gdy tylko w 2008 roku została zapowiedziana najnowsza odsłona kultowego hack’n’slasha od Blizzarda, cały internet zawrzał, że ich ukochana gra powraca po tylu latach. Oczekiwania były ogromne, edycje kolekcjonerskie znikały z półek sklepowych jak świeże bułeczki, a cena na rynku wtórnym potrafiła podskoczyć nawet dwukrotnie. W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień premiery, chyba jak każdy fan serii od razu zacząłem grać i doszczętnie mnie to pochłonęło. Chciałem jak najszybciej wyciągnąć z tej gry wszystko, co się da, pokonać zło, odkryć aluzje do poprzedniczek oraz kultury masowej. Zniknąłem, po prostu zniknąłem z życia na kilkanaście godzin, siedząc bez przerwy przed komputerem.

Nie zważałem na to, że fabuła była mizerna, chciałem całym sobą chłonąć to, co przygotował dla mnie Blizzard, lecz czegoś mi brakowało. Wbijałem kolejne poziomy, zbierałem coraz to lepsze przedmioty, ciągle w tych samych lokacjach, by być jak najlepszym, lecz to było za mało. Wiadomo, gra tego rodzaju zawsze będzie powtarzalna, ale wielokrotne przebijanie się przez hordy przeciwników w tej samej lokacji, ponieważ w innych się to nie opłacało, powoli przestało sprawiać przyjemność. Brakowało też głębszej możliwości rozwoju postaci, oczywiście mieliśmy do wyboru kilka umiejętności, wzmacnianych runami, by bohater różnił się od herosa naszego kolegi bądź też koleżanki. To, co sprawiało mi zawsze masę przyjemności, zostało zautomatyzowane. Mówię o rozwoju protagonisty: ile to godzin potrafiłem przesiedzieć przed rozpoczęciem samej rozgrywki, zastanawiając się, jak rozdawać punkty atrybutów, z których zaklęć korzystać, do jakiego ekwipunku dążyć, by mój wirtualny awatar działał tak, jak sobie to wymarzyłem. Tutaj zostało to zmarginalizowane, do dyspozycji mamy 6 miejsc na umiejętności aktywne oraz 3 na pasywne, atrybuty dodają się automatycznie. Zabiera to wiele uroku znanego ze staroszkolnych gier RPG.

Drugim największym grzechem Diablo był dom aukcyjny, na szczęście został usunięty wraz z wejściem dodatku. Usługa ta miała ograniczyć wystawianie przedmiotów z gry na portalach aukcyjnych takich jak eBay czy też nasze polskie Allegro. Koncepcja ta zadziałała, rzadkim widokiem były przedmioty z gry do zakupienia za prawdziwe pieniądze, ale rozpoczęło to inną plagę: sprzedawanie waluty growej za prawdziwe pieniądze. Zabiło to jakąkolwiek potrzebę samodzielnego odnajdywania lepszego uzbrojenia, skoro mogłem za 15-20 złotych zakupić mnóstwo wirtualnej gotówki, a za nią zdobyć sprzęt od innych graczy. Producenci szybko zauważyli, iż łatwe pieniądze przechodzą im tuż koło nosa, i postanowili jak najszybciej uporać się z problemami technicznymi drugiej wersji domu aukcyjnego, tym razem za prawdziwą gotówkę. Tak Diablo przeszło na model pay to be the best, a gospodarka w grze przeżyła dość spory kryzys. Na szczęście dodatek ukrócił ten proceder, co przywróciło sens graniu w poszukiwaniu przedmiotów.

Zdecydowanym niedopatrzeniem do tej pory jest również brak jakiegokolwiek systemu PvP, który w poprzedniej odsłonie dawał masę dobrej zabawy i rywalizacji między znajomymi bądź też ludźmi z całego świata. Do tej pory mam gdzieś zachowany zapis postaci po brzegi wypełnionej uszami zdobytymi z poległych przeciwników. Ostatnią rzeczą, o jakiej należy wspomnieć, jest brak zadań do robienia po wbiciu maksymalnego poziomu. Do któregoś z późnych patchy jedyną czynnością było pozyskiwanie lepszego sprzętu i wbijanie kolejnych poziomów paragonu. Oczywiście, uparci gracze mogli przeszukiwać mapę w celu odnalezienia ukrytych smaczków lub odblokowywania kolejnych osiągnięć, ale nie przynosiło to wymiernych korzyści. Nie zrozumcie mnie źle, Diablo III jest grą bardzo dobrą, lecz w momencie premiery nie spełniało oczekiwań wielu graczy, dopiero Reaper of Souls i zmiany, które ten dodatek wprowadził, spowodowały, że rozgrywka stała się o wiele lepsza i daje więcej zabawy.

Gry od zawsze dawały nam możliwość uprzyjemnienia sobie czasu i oderwania się od szarej, ponurej rzeczywistości. Mam nadzieję, że najbliższe lata przyniosą nam jak najwięcej tych dobrych tytułów, a twórcy, patrząc na swoje błędy, nauczą się robić lepsze produkcje, by uniknąć nadszarpania zaufania graczy jak w przypadku wyżej wymienionych przeze mnie produkcji

Student zarządzania na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na codzień miłośnik gier komputerowych i nowych technologii. Ten wariat™ z Gramytatywnie

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu