Nuclear Throne – zapowiedź

Zapewne znane są wam wydarzenia w stylu „zrób grę w x godzin”, podczas których utalentowani ludzie starają się w bardzo krótkim czasie stworzyć grywalny tytuł. W roku 2013, podczas Mojam 2, organizowanego przez Humble Bundle, studio Vlambeer napisało prostą, ale interesującą strzelankę Wasteland Kings. Produkcja w zasadzie nie miała fabuły, lecz głównie chodziło o przetrwanie jednym z mutantów w postapokaliptycznym świecie. Gra implementowała elementy roguelike, takie jak proceduralnie generowane poziomy, ostateczną śmierć i losowe ulepszenia w formie mutacji. Była przy tym trudna, bo rozgrywka szybko przeradzała się w staranne unikanie piekła pocisków, ale i wciągająca – rozwalanie wrogów dostępnymi pukawkami w ciągle zmieniających się etapach dawało frajdę. Tyle że mając trzy dni na napisanie gry, ekipa z Vlambeer nie miała szansy jej bardziej rozwinąć, dlatego też tytuł zapętlał się po trzech planszach, liczba broni szybko przestawała zaskakiwać, a więc i sama rozgrywka po prostu zaczęła nużyć. Twórcy dostrzegli jednak potencjał w ich małym dziele i postanowili je rozwinąć.

Zrzut ekranu z gry Nuclear Throne

W taki sposób światło dzienne ujrzał Nuclear Throne, tytuł mający być większym i lepszym następcą Wasteland Kings. Podstawowe założenia pozostały bez zmian, gra natomiast rozrastała się w każdym możliwym aspekcie. Dlatego też teraz, po ponad rocznym procesie aktualizowania produkcji przez autorów, oferuje nam ona ponad sto różnych pukawek, siedem różnorodnych światów wypełnionych przeciwnikami, a w końcu także więcej mutacji dla bohaterów. Już samo Wasteland Kings było na tyle dobre, by o nim wspomnieć, teraz natomiast jest okazja, aby szerszą publiczność zainteresować bardziej rozbudowanym produktem.

Radioaktywny głód

Czasami każdy ma ochotę zagrać w jakiś nieskomplikowany tytuł. Taki typowy odmóżdżacz, który pozwoli wyłączyć myślenie i skupić się na prostych odruchach: wróg – strzelaj, pocisk wroga – unikaj, znajdźka – podnieś… Aż nie zginiemy, a wtedy od nowa. Dla mnie jedną z produkcji, jaka idealnie oddaje takie podejście do grania jest właśnie Nuclear Throne, gdzie po prostu biegniemy przed siebie, opróżniając magazynki kolejnych pukawek. Kiedy już zabijemy wszystko, co się rusza to i tak nie mamy chwili wytchnienia, bo pojawiający się na koniec poziomu portal wsysa nas od razu i wyrzuca na kolejnej planszy. Oczywiście nawet tak prosty scenariusz rozgrywki musi zostać dobrze wykonany. Nuclear Throne robi jednak wszystko jak należy i wciąga – nieważne czy to pięciominutowa przerwa od pracy, czy godzinny maraton.

Samą zabawę zaczynamy od wyboru postaci. Mamy tu dostęp do kilkunastu mutantów, różniących się od siebie statystykami i specjalną umiejętnością, a czasami także startowym orężem. To, na kogo postawimy wpływa w pewien sposób na rozgrywkę, ale dużo większe znaczenie mają mutacje. Standardowo gra losuje nam wtedy cztery takie ulepszenia, a my wybieramy takie, które naszym zdaniem przyda się najbardziej. Potrafią one, na przykład, ulepszyć zdolność specjalną postaci, poprawić jej statystyki albo wpłynąć na działanie danego rodzaju broni. Te ostatnie zresztą są jednym z ciekawszych elementów tytułu. Pukawki występują w pięciu rodzajach, dzieląc amunicję w danej grupie. To wymusza na grającym specyficzne podejście do zabawy. Czy lepiej podnieść strzelbę i porzucić karabin, do którego zbierałem ulepszenia całą grę, ale w którym kończą się pociski, czy może liczyć, że z następnego zabitego wroga wypadnie amunicja? A może zabrać ze sobą bazookę, mimo tego, że źle wymierzony strzał może zabić bohatera? Jest to jednak prawdopodobnie jedyny rodzaj decyzji, jakie przyjdzie nam podejmować. Trwają też one zazwyczaj zaledwie ułamek sekundy, bo gra prawie nie pozwala nam odetchnąć i co chwilę rzuca w nowy wir akcji.

Zrzut ekranu z gry Nuclear Throne

Poza mutacjami i orężem istnieją także korony – specjalny rodzaj znajdźki, który w znaczny sposób modyfikuje rozgrywkę, przeznaczony raczej dla bardziej doświadczonych graczy. Są to zazwyczaj wybory sporego ryzyka, bo oferowane przez nie zmiany z jednej strony gwarantują jakiś bonus, za to odsłaniają nas z drugiej. Możemy, na przykład, zapewnić sobie wyższą szansę na wypadnięcie broni, ale wtedy wrogowie nie upuszczają żadnej amunicji. Albo spowodować większe wybuchy kosztem maksymalnego zdrowia, czy też kazać grze generować znacznie więcej wrogów, dających mniej doświadczenia. Ja rzadko kiedy z nich korzystałem, bo miałem wrażenie, że zyski nie przewyższają tu strat. Autorzy zapowiedzieli jednak wprowadzenie balansu w dziedzinie koron, na co szczerze liczę. Chciałbym też ujrzeć nieco więcej mutacji, bo chociaż te dostępne są całkiem ciekawe i w większości przypadków przydatne, to ich mała liczba eliminuje element zaskoczenia, z którego słyną gry roguelike.

FLÄÖWEN znaczy próbować

Nuclear Throne zdecydowanie rozgrywką stoi, warto jednak napisać coś też o oprawie audiowizualnej. Ta nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych, podobnych tytułów indie, chociaż trzeba przyznać, że specyficzna kreska i stylistyka cieszy oko. Najbardziej na plus wychodzą mutanci, także ze względu na oprawę audio. Każdy z nich mówi specjalną mową, nazywaną w grze „trashtalkiem”, co polega na wydawaniu przez aktorów głosowych dziwacznych burknięć i skrzeków, które tworzą cały słownik odzywek naszych protagonistów. Daje to zresztą świetny efekt końcowy – tak, jakby świat został zresetowany, a ewolucja zaczynała się od nowa.

Zrzut ekranu z gry Nuclear Throne

Tytuł jest póki co oferowany we wczesnym dostępie, jeśli jednak jesteście zainteresowani, to warto skusić się na niego już teraz. Nie jest to jedna z tych produkcji, w której bug goni buga, a całość wysypuje się co chwilę. Rozgrywka jest bardzo stabilna, a autorzy dbają o to, by w cotygodniowych aktualizacjach serwować graczom coś nowego i poprawiać ewentualne błędy. Problemem może być tutaj dość zaporowa, jak na indyka, cena, więc jeśli nie w tej chwili, to przy okazji jakiegoś bundla w przyszłości zdecydowanie dajcie Nuclear Throne szansę. Albo po prostu pobierzcie darmowe Wasteland Kings i przekonajcie się na własnej skórze, jak wciągający może być to tytuł.

PS Podziękowania dla Wojtexa za kod do steamowej kopii gry, bez którego nie powstałby powyższy tekst.

:pusheen:

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu