Jotun – recenzja

Dla wikinga, jak wiadomo największym marzeniem jest zasiąść w Valhalli, miejscu, gdzie po śmierci jego życie składać bedzie się z codziennych epickich bitew i conocnych popijaw i imprez. Dla nordyckiego woja to istna kraina szczęścia. By to osiągnąć wojownik taki musi zginąć z bronią w ręku co, biorąc pod uwagę ich naturę, trudne nie jest. Problem zaczyna się, gdy przez zupełny przypadek to się nie uda.

Pechową bohaterką naszej gry jest Thora. Choć wiodła życie pełne walki i nawet po śmierci swego ojca miała stać się wodzem osady (zamiast zazdrosnego brata), to pech chciał, że zginęła na morzu w czasie sztormu, przez co bramy do Valhalli pozostały przed nią zamknięte. Aby zmienić ten fakt, wcielając się w Thorę, musimy jedynie… zaimponować bogom. A uwierzcie mi, nie jest to zbyt łatwe.

Jotun

 

Zanim zacznę mówić o mechanice, muszę zwrócić uwagę na historię i wykonanie graficzne, bo to one jako pierwsze przykuwają naszą uwagę. Całość gry jest ręcznie rysowana i miejscami przypomina mi kreskę z wczesnych filmów Disneya. Staranną i mocno charakterystyczną, choć w przypadku Jotuna zdecydowanie bardziej dynamiczną. Żeby to zrozumieć, myślę, że trzeba to po prostu zobaczyć.

Jeśli chodzi zaś o klimat, to autorzy po prostu wykonali kawał dobrej roboty. Stare, nordyckie mity, które będą tu podstawą dla całej historii, opowiedziane są ciekawie i nie zanudzają gracza. Historie o powstaniu świata czy wykuciu legendarnego już Mjölnira są wplecione w eksplorację, tylko dopełniając klimatu. Jeśli nie mieliście do czynienia z opowieściami z północy, to w Jotunie otrzymacie ich sporą dawkę. Gra jest także bardzo klimatycznie zlokalizowana, nawet dla angielskiej ścieżki językowej jest to tylko wersja kinowa, bowiem Thora (która jest też narratorką) opowiada całą swoją historię w języku islandzkim. Oddaje to klimat opowieści, dodatkowo wszystko opowiadane jest raczej w momentach spokojnej eksploracji, dając nam zawsze szanse na przeczytanie napisów i śledzenie fabuły.

Jotun

Sama rozgrywka skupia się na dwóch różnych etapach. By dostać się do któregoś z Jotunów musimy najpierw odblokować przejście za pomocą małych kapliczek runicznych. Te zaś musimy zdobyć na rozbudowanych planszach zręcznościowo-logicznych. Oprócz run, w różnych miejscach poziomów poukrywane są dodatkowo miejsca, gdzie możemy zwiększyć swój pasek życia, wzmocnić nasze istniejące statystyki czy zdobyć nowe umiejętności. Autorzy gry pozostawili graczom pełną dowolność, jeśli chodzi o kolejność odwiedzanych etapów. Nic więc nie stoi nam na przeszkodzie, by najpierw maksymalnie wzmocnić naszą wojowniczkę, a dopiero później wziąć się do walki z bossami. A dzięki temu, że całość fabularna rozgrywki skupia się na pokonaniu tytułowych Jotunów, zabawa przywodzi na myśl takie tytuły jak Shadow of the Colossus czy też Titan Souls. Co prawda czasami pojawiają się inni wrogowie, w postaci choćby hord krasnoludów, lecz nie różnią się one od złośliwych zjawisk pogodowych czy też trujących roślin i są raczej tylko małym spowalniaczem w drodze do naszego głównego celu.

Etapy, na których poszukujemy run, są najciekawszymi w całej rozgrywce. To na ich tle rozgrywa się główna opowieść, a one same różnią się od siebie na tyle, by nie męczyć brakiem walki na większości z nich. Dzięki pomysłowości autorów przyjdzie nam mierzyć się z różnego rodzaju grami logicznymi, na których mechanice zbudowane są etapy. Czasem będziemy musieli ustalić właściwą trasę, zjeżdżając po korzeniach Yggdrasila (Drzewa Światów) niczym w grze drabiny i węże, a czasem powtórzyć wzór gwiazdozbiorów widziany na niebie. A co równie ważne, plansze nie są sztucznie przedłużane, nie pozwalają nam kluczyć bez celu przez kilkanaście minut (z może małym wyjątkiem, w postaci planszy lodowej), jednym słowem, nie są irytujące, jak w wielu innych tytułach o podobnej budowie.

Jotun

W grach tego typu ważnym elementem jest mechanika postaci. Ta, choć nie idealna, trzyma wysoki poziom. Thora porusza się bardzo precyzyjnie, nieważne czy gramy na klawiaturze, czy na padzie. Drażniącym elementem jest jednak unik, którego używa się tu często. Nasza bohaterka potrafi odturlać się jedynie na niewielką odległość, po każdym takim przetoczeniu zatrzymując się na chwilę. Sprawia przez to wrażenie mocno ociężałej, lecz jest to zdecydowanie świadomy zabieg twórców, mający na celu pewne utrudnienie rozgrywki. Sama Thora jest potężną wojowniczką z naprawdę wielkim toporem, więc jest to w jakiś sposób usprawiedliwione. Jeśli zaś chodzi o ataki, to możemy wykonać ich dwa typy. Zwykłe zamachnięcie toporem i atak ładowany zza głowy. Wszystko świetnie, tylko walki z Jotunami są pomyślane w ten sposób, byśmy nie mogli za często załadować naszego ataku. W czasie tych kilku sekund przeciwnik najczęściej zdąży odejść od nas na bezpieczną odległość albo sam nas zaatakuje, co przerywa ładowanie ciosu. Do naszego arsenału dochodzą jeszcze ataki specjalne, lecz te są regenerowane równie rzadko co zdrowie, więc zawsze musimy używać ich rozważnie. Mimo wszystko starcia od samego początku wydają się uczciwe i po wyczuciu przeciwnika jesteśmy w stanie pozbawić go paska życia w kilku pierwszych próbach. Jeśli mi się to w miarę sprawnie udawało, a nie jestem mistrzem takich choćby gier jak Dark Souls, to nikt nie powinien utknąć w takiej walce na dłużej.

Jotun

Muszę zwrócić uwagę także na to, jak dokładnie przygotowano nawet najmniejsze elementy rozgrywki. Gra posiada bardzo dużą ilość interakcji z otoczeniem, po części losowym (głazy, których budujemy mosty, łódki odpychane toporem), przez które obawiałem się choćby małych glitchów i błędów, lecz na takie przez całą rozgrywkę w ogóle nie trafiłem, czym byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Twórcy, Thunder Lotus Games, i pod tym względem postarali się dopiąć wszystko w najdrobniejszych szczegółach.

Mimo rozbudowanych poziomów i dość wysokiego poziomu starć z niektórymi bossami, gra wydaje się dość krótka. Przejście całości zajmuje jakieś siedem godzin, co może pozostawiać pewien niedosyt, szczególnie przez to, iż opowiadana historia naprawdę wciąga.

Jotun

Nie wszystkie elementy w Jotunie trzymają jednak taki sam poziom. Negatywnie zaskakuje oprawa dźwiękowa. Ta, zostaje daleko w tyle za innymi elementami gry. Dźwięki wydawane przez otoczenie, czy pomniejszych przeciwników są co najwyżej poprawne, lecz powtarzalne do bólu. Bardziej rozbudowana muzyka pojawia się jedynie wraz z walką z bossami, ale i ona jakoś nie zapada w pamięć. Gdybym za parę lat wrócił pamięcią do Jotuna na pewno przypomnę sobie poszczególne lokacje czy walki z Jotunami, lecz nie sądzę, żeby w pamięci zachował mi się jakikolwiek skrawek muzyczny. Trochę słabo, zważywszy na wysokie wykonanie reszty.

Jotun

Zdecydowanie Jotuna mogę polecić wszystkim graczom, którzy lubią mitologię nordycką i klimaty rodem z krain północy. Jeżeli już na wstępie tytuł przyciąga was pod względem wizualnym ze screenów, to powiem tylko, że na żywo jest jeszcze lepsza. Sama rozgrywka wciąga, a choć giniemy dość często, traktujemy to bardziej jak część przygody, niż karę i nie psuje to w ogóle zabawy, jaką ta gra niesie. To także jeden z ciekawszych tytułów, jaki w ostatnim czasie pojawił się dzięki wsparciu Kickstartera, a to też jest jakiś wyczyn. Mając więc kilka wolnych godzin, zachęcam was do spróbowania Jotuna. Kto wie, może i Wam uda się zaimponować bogom.

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu