Metroid Prime: Federation Force – recenzja

Gdy wychodzi nowa część znanej, lubianej marki możemy spodziewać się dwóch rzeczy: albo gra sprosta oczekiwaniom albo nie. Gdy mówimy o marce Nintendo, oczekiwania jeszcze bardziej rosną (i prawie zawsze są spełniane). Gdyby do tego jeszcze dodać, że mówimy o nowej części Metroida na pewno by wrzało. Jednak w tym wypadku wielu fanów serii skreśliło ją już przy zapowiedzi. A naprawdę nie jest aż tak źle.

Wielbiciele przygód Samus Aran (o której za chwilę) zapewne chcieliby dostać kolejną klimatyczną, mroczną, dwuwymiarową platformówkę. Ta gra tym nie jest. A czym jest? Określiłbym to jako trochę Dead Space’a, trochę Tomb Ridera, trochę Rocket League, w formie pierwszoosobowej strzelanki. A to wszystko w świecie malutkich ludzików z ogromnymi głowami.

Screen z gry Metroid Prime: Federation Force

Gra ma dwa tryby. Zacznijmy od kampanii: jesteśmy kosmicznym żołnierzem walczącym dla Galaktycznej Federacji w systemie gwiezdnym Bermuda. Znajdują się tam: lodowa planeta Excelcion, pustynna Bion i trująca Talvania. Gra dzieli się na trzy etapy: najpierw sześć poziomów, po dwie na każdej planecie i wielki boss na lodowej, potem sześć poziomów, po dwie na każdej planecie i wielki boss na pustynnej, potem cztery poziomy, po jednej na dwóch pierwszych planetach, dwie na ostatniej (chyba takie rekomopensowanie biednej trującej planecie braku wielkiego szefa, ale i tak moja nerwica natręctw została podrażniona przez ten brak proporcji). Na koniec trzy poziomy – po jednym na każdy świat, w którym musimy zniszczyć powtarzający się element, tylko poziom trudności się zwiększa. No i wielki koniec, odbywający się w przestrzeni kosmicznej. Razem daje to nam 22 misje.

Pierwsza planeta była spokojna i ciepła, zbudowano tam wiele labolatoriów i baz. Gdy uderzył w nią meteoryt drastycznie zmieniła się temperatura a niebezpieczni kosmici z rejonów polarnych rozpanoszyli się po całej planecie. Tutaj klimat przypomina grę Dead Space: opuszczone budynki, wyskakujące stwory, porzucone zapiski.

Druga skrywa pod piaskami ruiny starożytnej cywilizacji. Chodzimy po nich rozwiązując zagadki (przesuwanie kul, ciąganie wózków), dlatego grając w te poziomy można je skojarzyć z przygodami Lary Croft.

Screen z gry Metroid Prime: Federation Force

Trzecia jest światem bardzo zaawansowanych technologicznie robotów, wszędzie można znaleźć zanieczyszczenia i trujący gaz obok wielkich, nowoczesnych budynków pełnych wieżyczek i maszyn.

A rozgrywka na wszystkich trzech planetach, oprócz różnic które wskazałem, jest bardzo podobna. Eksplorujemy plansze, strzelamy do potworków, szukamy różnych artefaktów. Kolejnym punktem wspólnym jest występowanie kosmicznych piratów- są głównym wrogiem, więc wszędzie ich pełno. Jeśli chodzi o poziom trudności, jest naprawdę różnie. Niektóre poziomy można przebiec, w innych musimy przez całą planszę pchać cholerny wózek, co chwilę się zatrzymując żeby wszystkich zabić, oczyszczając trasę i przeczekując piaskowe burze. Albo musimy przejść cały poziom, wziąć do ręki kulkę i powolutku wrócić do punktu startowego. Naprawdę, niektóre plansze są strasznymi wydłużaczami czasu, zwłaszcza gdy pod ich koniec ktoś uszkodzi ochraniany przez nas obiekt/zginiemy/ominiemy wrogi statek do zestrzelenia, i od nowa przez 10 minut przechodzimy poziom by wrócić do tego miejsca. A oprócz różnych pomysłów na rozgrywkę pełno jest tutaj kill roomów, czyli strzelania, strzelania i jeszcze raz strzelania, żeby można było otworzyć drzwi i pójść dalej.

Screen z gry Metroid Prime: Federation Force

3DS nie ma dwóch gałek analogowych, więc rozwiązano problem sterowania postacią w ten sposób, że gdy naciśniemy R zaczynamy ruszać celownikiem we wszystkich kierunkach za pomocą poruszania konsolą. Jest to zaskakująco dokładne, jednak nie idealne. Zwłaszcza przy włączonym trybie 3D (który przy każdym ruchu trochę się spłyca aż do całkowitego wyłączenia). Oprócz strzelania standardowymi pociskami (które można wzmocnić, przytrzymując przycisk strzału) mamy mnóstwo power-upów. Rakiety, zamrażacze, miny i wiele innych.

Do tego dochodzi system modów – to chipy ulepszające naszego mecha, są poukrywane na planszach. Otrzymywane obrażenia zmniejszone o 20%, dana broń zadaje 30% więcej obrażeń, tarcza działa 30 sekund dłużej, takie rzeczy. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Screen z gry Metroid Prime: Federation Force

No i taka to już jest ta kampania. W sumie w większości nużąca, ale całkiem dobrze się bawiłem. Dodam, że można ją przechodzić (lokalnie i przez internet) w 4 graczy maksymalnie. Posiadając znajomych do grania odchodzi najgorszy minus poziomów (widać, że wiele z nich zostało stworzone pod multi. Chociażby to ciąganie wózka, o którym wspomniałem- z innymi graczami jeden pcha, a reszta zajmuje się innymi rzeczami i szybko się kończy. I takich plansz jest wiele, więc samemu można trochę się wynudzić) no i jak mówi stare indiańskie przysłowie: „każda gra przechodzona w kooperacji ze znajomymi od razu staje się lepsza”. A po przejściu jej całej odblokujemy trudniejszy tryb.

A oprócz tego możemy pograć w Blast Ball, czyli Rocket League with guns. Nie będę się tu długo rozwodził, ten tryb został udostępniony za darmo dla każdego więc możecie sami sprawdzić (w sumie polecam, bo możecie wtedy rozegrać samouczek normalnej gry, zobaczycie czy wam to się podoba, ale zastrzegam że po samouczku spodziewałem się czegoś gorszego niż kampania okazała się być). Strzelamy do piłki by wpadła do bramki przeciwnika. Plusem jest to, że posiadacze wersji darmowej mogą pograć z posiadaczami wersji płatnej.

Screen z gry Metroid Prime: Federation Force

Więc, czy kupić?
Jeśli jesteś oddanym fanem marki i chcesz coś w klimatach starszych Metroidów, to nie (jeśli jesteś fanem i chcesz tej gry dla występu Samus to tym bardziej. Przez całą gre coś o niej słyszymy, niby nam pomaga ale nawet jej nie widzimy. Pokazuje się pod koniec, ale nie mogę zdradzić w jakiej roli. No i dodatkowo jest tak jakby jedną z broni, ale na to już spuszczę zasłonę milczenia).

Jeśli chcesz pograć w całkiem fajny shooter-platformer na paręnaście godzin (17:48h na moim liczniku w Activity Log i z jakiegoś powodu ponad 40 w liczniku w samej grze. Chyba liczył też czas gdy zamykałem konsolę z odpaloną grą z jakiegoś powodu) to w sumie można.

Jeżeli szukasz gry do ogrania z paczką znajomych to wtedy na pewno warto. A jeśli gra was nie znudzi i będziecie chcieli więcej, po przejściu odblokowuje się trudniejszy tryb gry, to już może być wyzwanie przy niektórych bossach, ale w parę osób i to da się załatwić.

Młody uczeń technikum informatycznego, lubi jednak rozwijać się w kierunkach humanistycznych- dlatego w przerwach od grania czasem napisze jakiś tekst.

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu