The Legend of Kusakari – recenzja tekstowa

The Legend of Kusakari można porównać do sytuacji, w której trafiamy do świata najnowszej pierwszoosobowej strzelanki i zbieramy rannych z pola bitwy. Albo do uniwersum jakichś wyścigów i jako mechanik naprawiamy wozy. Są to bardzo ważne czynności, jednak gracze nie przywykli do takiego obrotu spraw.

Standardowy widok- zielono, biegają potworki i jest trawa do ścięcia.

Albowiem w świecie omawianej przeze mnie gry źle się dzieje. Okrutny władca ciemności sieje zamęt, wszędzie można znaleźć jego potworne sługi. I tu pojawiamy się my- standardowo bilibyśmy okropne stwory, aż po jakimś czasie doroślibyśmy do tego, by pokonać złego szefa. Ale nie tym razem. Tutaj musimy kosić trawę, aby prawdziwi herosi mogli zająć się swoją robotą. Nie płacą nam w końcu za zgrywanie bohatera.

Kampania składa się z 50 podstawowych poziomów i 10 dodatkowych. Jeśli chodzi o grupę numer jeden: rozgrywka jest na pierwszy rzut oka prosta. Biegamy po całej mapie kosząc trawę swoją kosą na dwa sposoby (proste, szybie siekniecie i dłuższy atak polegający na obrocie z kosą dookoła- z tym atakiem wiąże się ciekawa mechanika; kosząc nabijamy specjalny licznik. Im wyższy jego poziom, tym większe obrażenia zada i będzie miał większy zasięg) unikając wrogów (oczywiście nie możemy im nic zrobić, my tu tylko kosimy) a po zniszczeniu ostatniego krzaczka kończymy poziom. Nie jest jednak tak łatwo- mamy określoną ilość punktów życia, która znika w równych odstępach czasu i przy kontakcie z przeciwnikami (lub bohaterami, którzy w ferworze walki mogą nas uszkodzić), możemy odzyskać utracone punkty ścinając specjalną, niebieską trawę. Biegamy po różnych powierzchniach- niektóre nie robią nam nic, niektóre spowalniają a niektóre zabierają nam życie.

Pustynny klimat.

Jeśli bardzo chcemy, w każdym etapie możemy zdobyć dwie rzeczy. Z jednej strony jest drobne wyzwanie- nie dotknij żadnego wroga, nie zmarnuj żadnego cięcia lub nie lecz się na tej planszy. Za zrobienie zadania otrzymujemy rysunek rośliny wraz z opisem w ogrodniczym almanachu. Oprócz tego każdą plansze robimy na czas otrzymując rangę- standardowo S, A, B, C i D. Czasami jest to trudne, ale z zasadą „kropla drąży skałę” w sercu przeszedłem wszystkie zadania i w każdej planszy zdobyłem najwyższą rangę.

10 dodatkowych poziomów jest sporo trudniejszych i dłuższych, jednak po przejściu podstawowych nie sprawiały dla mnie problemu, w parę chwil przeszedłem je na S (tutaj już nie ma zadań).

Archon, czemu nie wyswietlają sie podpisy pod obrazkami? Chyba cos zepsulem.

W drugim trybie trafiamy na sporą plansze pełną odnawiającej się trawy i przeciwników. Tniemy jej jak najwięcej unikając wrogów i nabijamy licznik, co jakiś czas pokazuje się niebieska trawa i ją też zgarniamy by dłużej wytrzymać. Nasz najlepszy wynik trafia do internetowego rankingu, bardzo fajna opcja. W najlepszym momencie byłem 2 na świecie, aktualnie jestem 3.

Cala ta zabawa zajęła mi ponad 15 godzin, a na pewno zabierze jeszcze parę na śrubowanie rekordu w trybie internetowym. Jeśli gramy byleby przejść jest to przyjemna gra, odprężająca. Jeśli lubimy maksować gry to będzie trochę ciężko, ale na pewno się da i jest to całkiem satysfakcjonujące.

Paczcie, cwiercz.

Czy warto? Gra kosztuje 20 złotych w eShopie, za te cenę można brać. Jeśli będzie na promocji to tym bardziej, miły zabijacz czasu.

Młody uczeń technikum informatycznego, lubi jednak rozwijać się w kierunkach humanistycznych- dlatego w przerwach od grania czasem napisze jakiś tekst.
  • Porucznik

    zachęciłeś mnie tą recenzją na pewno kupie

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu