Recenzja Tower of Time + KONKURS

Od bardzo dawna nie grałem w dobrego RPG-a. Dlatego sięgając po Tower of Time od polskiego studia Event Horizon kotłowały się we mnie nadzieja pomieszana z obawą. Gry RPG są dla mnie bowiem tą specyficzną siłą, która oddziałuje na mnie w szczególny sposób – głównie dlatego, że to właśnie ten gatunek w dzieciństwie zawsze przyklejał mnie do ekranu na najdłuższe godziny i nie pozwalał się oderwać. A bałem się dlatego, że mam już mocno ugruntowane spojrzenie na to co w RPG-ach lubię, czego nie i nie wiedziałem czy uda mi się spojrzeć na tytuł obiektywnym okiem – oceńcie jednak sami.

Zacznijmy od fabuły, czy może raczej jej zarysu. Oto wkraczamy do świata, który powolnym krokiem chyli się ku swemu upadkowi. Słońca już prawie nigdy nie widać przez kotłującą się gęstwinę chmur, a te prawie non-stop spłukują ziemię uprawną hektolitrami deszczu. Braki w pożywieniu przyczyniły się do tego, że populacja ludzka powoli acz nieubłaganie zaczęła się kurczyć. I oto pewnego dnia nasz główny bohater będąc jeszcze chłopcem znajduje ziejącą wyrwę w ziemi. Zagłębiając się w nią odkrywa, że to co pierwotnie brał za zwykłą jaskinię jest w rzeczywistości jakąś antyczną budowlą. Pchany ciekawością puszcza mimo uszu wcześniejsze ostrzeżenia starszych i zapuszcza się dalej aż do dziwnego tronu. Tronu, z którego w przyszłości będą się ważyć losy ludzkości.

W ten sposób poznajemy po krótce historię świata, oraz uczymy się podstaw poruszania się po lokacjach. Te natomiast głównie będą składać się z podziemi antycznej wieży, w których spotkamy pełny przekrój przeciwników, od ożywionych szkieletów po krwiożerczych orków. Naszym głównym zadaniem poza eksploracją jest w końcu tłuczenie monstrów, realizacja dość prostych questów, odnajdywanie ukrytych pomieszczeń czy pozyskiwanie ekwipunku oraz planów pozwalających ulepszać zarówno towarzyszące nam postaci jak i sprzęt.

Naszą drużyną po mapie sterujemy w najprostszy możliwy sposób, wskazując myszką miejsce, do którego chcemy się przemieścić. Na dobrą sprawę zwiedzając lochy nie będziemy potrzebować niczego poza myszką – co innego w trakcie walki. Te nie toczą się bowiem na tej samej planszy a na generowanym osobno levelu, podczas którego mierzymy się z kolejnymi falami wrogów aż pokonamy wszystkich. W połączeniu z wygodnym sterowaniem, skrótami klawiszowymi przypominającymi rozwiązania powszechnie obecnie stosowane w grach typu MOBA i możliwością spowalniania czasu w trakcie walki, muszę przyznać, że jest to dla mnie dość świeże doświadczenie, i to całkiem przyjemne.

Jeżeli chodzi o grafikę, pierwsze słowo jakie mi się nasuwa na myśl to “kolory”. Wieża Czasu jest niezwykle barwna, i choć wizualia nie mają na celu usmażyć twojej karty graficznej, to gra się przyjemnie. Podobnie muzyka – uważam, że została dobrana jak najbardziej poprawnie, pomaga się wczuć w nieco tajemniczy klimat produkcji, choć robiąc rozeznanie wśród innych artykułów na ten temat spotkałem się z głosami, że soundtrack w walce mógłby być bardziej dynamiczny. Sam jednak zupełnie nie zwróciłem na to uwagi.

Kilka innych rzeczy, o których należy wspomnieć. Ci, którzy śledzą mój kanał pewnie widzieli również krótką wstawkę o tym, że początek mi się dłużył. No i zdania nie zmieniłem. Pierwsza godzina gry, która ma na celu wprowadzenie nas w fabułę i zapoznanie z podstawowymi mechanikami, jest zlepkiem dość statycznych plansz w których lektor opowiada nam co się stało ze światem oraz dość mozolnego przechodzenia samouczka, gdzie ciężko przejść parę metrów, żeby nie zatrzymała nas jakaś linia dialogowa (czy raczej monologowa). Umówmy się – nie jest to jakaś droga przez mękę, ale sądzę, że wiele osób, które oczekuje, że gra porwie je w ciągu pierwszej godziny zwyczajnie odpadnie przerzucając swoją uwagę na innych pozycje. Niemniej, wytrwali zostaną nagrodzeni – po przejściu samouczka gra rozkręca się jednak na tyle, że nie czuje się upływającego czasu, a fabuła i mechanika potrafią wciągnąć.

Kwestią, w której należy twórców pochwalić, są regularne i spore aktualizacje – przypomnijmy, że gra nadal znajduje się we wczesnym dostępie i już teraz zgodnie z zapewnieniami oferuje ok. 30 godzin rozgrywki. Od kiedy trafiła na moje biurko, wyszły już 3 spore aktualizacje, co daje nadzieje, że nie zagrzeje długo miejsca w early accessie i uniknie pozostania w tym gejmingowym czyśćcu, jak to często się ma w wypadku innych tworów.

Minusem dla polskich graczy może być to, że na chwilę obecną tytuł dostępny jest tylko i wyłącznie w języku angielskim i to całkiem zaawansowanym, co przy typowej dla tego gatunku ilości dialogów i napisów, może być wyzwaniem dla mniej biegłych użytkowników tego języka. Twórcy jednak zapewniają, że wersja polska powstaje, a jedynym powodem dla którego nie możemy się nią jeszcze cieszyć jest kwestia doszlifowania jej tak, aby spełniała oczekiwania w niej pokładane.

Podsumowując – czy warto dać Tower of Time szansę? Powiem wprost: warto. Gra jak na wczesny dostęp jest dobrze zoptymalizowana – nie trafiłem na żadne bugi, fabuła, choć rozkręca się powoli, później zaczyna wciągać, a mechanika jest na tyle oryginalna, a jednocześnie intuicyjna, że gracz się nie męczy mogąc równocześnie spróbować czegoś nowego. Fanów RPG-ów gorąco zachęcam do śledzenia poczynań deweloperów ze studia Event Horizon, bo szykuje się mocna pozycja – w sam raz na wakacyjną, wydawniczą posuchę.

SZCZEGÓŁY KONKURSU W OPISIE FILMU NA YT

Człowiek Kebab – wbrew ksywce ulubione danie to pierogi. W dzieciństwie czas grania na komputerze miał limitowany do 30 min dziennie, dlatego teraz nadrabia ile może. Pasjonat cRPG i klasycznych strategii turowych. Do tego entuzjasta amator składania komputerów z niczego.

Lost Password

Zaloguj się na arhn.eu