fbpx

Podziel się tym postem

Away from... / Felietony

Away from the mainstream – Episode 1

Away from the mainstream – Episode 1

Słowem wstępu – dziś ładujemy soczystego kopniaka branży gier budżetowych, które to swym rozmachem przyciemniają nawet niedawną kampanię wyborczą. Ani słowa o cukierkowej grafice najnowszego Battlefielda, wyczynach akrobacyjnych nieco już podstarzałego Księcia Persji, czy podbojach miłosnych Ezio. Na celownik bierzemy LIMBO.

Gra duńskiego studia może zdziwić osobę, która nic wcześniej o niej nie słyszała. Przed wyruszeniem w świat została wyposażona przez swych twórców w niemal monochromatyczną grafikę, skąpliwą ilość dzwięków i kilka rozmazujących wszystko filtrów – wszystko to sprawia, że zagłębiając się w ten świat mam wrażenie, jak gdybym wypił conajmniej kilka piw. Dodajmy do tego (najprawdopodobniej) betonowe buty bohatera, powodujące tonięcie w byle kałuży i voilà! Powstaje frustrator idealny, ważący jedynie 80 mega.
 
 
 
 
           Sielankę czas zacząć!

Limbo

Bohatera poznajemy… No cóż. W ogóle go nie poznajemy. Budzimy się bez jakiejkolwiek wiedzy na temat naszego obecnego miejsca pobytu, celu, ani sposobie w jaki się do niego dostaliśmy. Uprzedzając pytania – nie, nasza postać nie jest studentem.

Limbo
       “Swoje ciało umieszczam w sukience.
Wkładam nogi, piersi i ręce”

Limbo
       “ale głowę zostawiam na stole,
bo bez głowy na miasto iść wolę.”

Z czasem, zagłębiając się w grę i w jej klimat zacząłem zadawać sobie pytania. Kto, do chuja pana gubi w środku lasu pułapki na niedźwiedzie? I czemu naszej postaci odpada głowa gdy w nie wejdzie? Parafrazując rozmowę szkieletów z Divine Divinity, nad niektórymi rzeczami lepiej się nie zastanawiać. Porzućmy więc domysły, przejdźmy do konkretów. Gdzie są cycki?
Playdead, studio które popełniło tą grę znajduje wyraźną przyjemność w mordowaniu bohatera. Czy to przygniecony przez drzewo, porażony prądem, zmielony, zmiażdzony kamieniem, rozszczepiony przez piłę, zdekapitowany poprzez olbrzymiego pająką, lub upadek z wysokości, spalony, zastrzelony, wepchnięty do wilczego dołu, utopiony, zaatakowany przez świąteczną wersję twarzołapa z Obcego, możesz być pewien, drogi graczu że za kilkanaście sekund zginiesz w świecie LIMBO. Na szczęście sytuację ratuje system gęsto rozstawionych checkpointów. Śmierć jest naturalną częścią owej gry, na tyle, na ile to możliwe. W swym kronikarskim obowiązku muszę dodać, że większość z nich jest zwykle dosyć brutalna i zwykle nie obywa się bez rozczłonkowania czy nabicia na pal, podlanego hektolitrami czarnej krwii. Czy tylko ja zaczynam martwić się o zdrowie psychiczne twórców?

Limbo
Mały quiz. To żarówka?

Limbo
No cóż, żarówka nie robi z nas próbującego się utopić zombie, który na dodatek biega tylko w jednym kierunku.

Siła takiego typu produktów ma polegać na trzymaniu gracza w napięciu i dziwieniu go swą różnorodnością. Mają być inne. LIMBO bez wątpienia takie jest.
Przynajmniej przez pierwsze 5 minut. Najwyraźniej head designer po otrzymaniu konceptu podbił pieczątkę, machnął zamaszystą parafkę i udał się na rytualnego browara, zamiast go doszlifować. Co więcej mogę powiedzieć? Szkoda. Jest to gra, która odbiega od schematów, pokazując im środkowy palec. Co z tego, skoro potrafi sama siebie obrzydzić po chwili grania. Cały gameplay wygląda ciągle tak samo, a zdychanie po raz 10 przy tej samej zagadce jest naprawdę irytujące. W późniejszym etapie brakuje świeżości.
Do Machinarium jeszcze daleko.

Limbo
Tak oto wygląda spotkanie trzeciego stopnia z piłą tarczową. Don’t try this at home?

Przejdźmy do sedna sprawy, czyli zakończenia. Spotkałem się z bardzo mieszanymi opiniami na jego temat. W mojej ocenie ono po prostu jest i tyle. Kwestia interpretacji należy tylko i wyłącznie do gracza, który – skupiając się na szczegółach – jest w stanie dorobić sobie idealną bajkę wartą tych, które umieszczone są w księgach o Kim Ir Senie. Baśni Tysiąca i Jednej Nocy. Mimo wszysto, warto jest przynajmniej na chwilę wkroczyć do świata LIMBO.
Jestem jak najbardziej za rozwijaniem tak oryginalnych gier. Problem leży w tym, że w efekcie finalnym tracą ręce i nogi. Tak jak nasz bohater.

Swego czasu operator zdezelowanej, Londyńskiej betoniarki, okazyjny elektryk, hydraulik, malarz, tynkarz i ekipa sprzątająca w jednym. Obecnie na wakacjach przeplatanych szkołą, narzekaniami na wszystko na czym świat stoi i graniem.

1 komentarz

  1. Na szczęście chłopca opanowanego przez żarówkowego robaka może od radośnie, po słowiańsku podskakiwać co ratuje go z opresji. Świetna gra. Jeżeli limbo faktycznie istnieje a w tym stanie zawieszenia ma się wiele szans na kolejny szok wilicjonalny czy cokolwiek i nie jest tylko wszystko wynikiem fantazji zbzikowanych psychologów (i twórców gier) to warto potrenować na tej kilku godzinnej historii.

    Odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie upubliczniony. Wymagane pola oznaczone są *

Dozwolone są te tagi HTML i atrybuty: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.