Podziel się tym postem

Felietony

DLC

DLC

Poniższy tekst jest tylko i wyłącznie opinią jego autora i nie odzwierciedla poglądów redakcji arhn.eu. Dodatkowo może zawierać słownictwo uważane za wulgarne. Czujcie się ostrzeżeni.

Mógłbym wymieniać i opisywać godzinami takie błahostki jak polityka, krajowa infrastruktura, mentalność społeczeństwa, jednakże kierunkując się w stronę tematyki tejże strony, skupię się na innym, równie irytującym aspekcie, jakim niewątpliwie jest fakt występowania DLC.

Wiem, wiem. Nie jestem pierwszym, który rzucił się na temat płatnych rozszerzeń. Nie jest to jednak powód, żebym nie mógł ulżyć mej irytacji, przelewając parę słów na monitor. Czymże więc jest owo DLC? Dla dziewięćdziesięciu dziewięciu procent graczy termin jest ten oczywisty, niczym oddychanie, jednakże zdaję sobie sprawę, że istnieje margines błędu, do którego łapią się osoby na co dzień inwestujące czas wolny w granie na Pegasusie, czy też tacy, którzy z faktu nabywania gier przez kieszenie rodziców, z kupnem pozycji mają niewiele wspólnego. Skrót ten rozwija się do znamienitego Downloadable Content. Za niewinnym zbitkiem liter kryje się mroczne przesłanie, które u wielu (w tym mnie) wywołuje notoryczne gotowanie krwi w żyłach.

Chodzi oczywiście o możliwość (najczęściej) odpłatnego nabycia treści dodatkowych do poszczególnych tytułów. Niepojętym dla mnie jest fakt braku reakcji na to, co dzieje się pod tym względem na rynku gier. Z roku na rok jakość prezentowanych gier spada na łeb, na szyję, zaś konsumenci ze ślinotokiem wypatrują na horyzoncie pozycji pełniących funkcje perełek wśród elektronicznej kupy, które najczęściej z góry są skazane na niespełnienie oczekiwań. Aby tego było mało, nie pozostawiając nam w tej kwestii większego wyboru, inspirując się wiekowym zawodem rzeźnika, wydawcy rżną i obcinają swoje tytuły z poszczególnych elementów, by za bliżej nieokreślony czas wydać je w postaci ekskluzywnych paczek.

Star Wars: The Force Unleashed 2

Jesienne powietrze z zawziętością dobijało się do nieszczelnych okien, wpuszczając przez nie, w akompaniamencie świszczącej kakofonii, pierwsze znamiona zimy. Na dworze panował mrok, skalany brudem opadających liści. Dzięki temu, w pomieszczeniu można było poczuć się choć odrobinę przytulnie. Pośrodku małego pokoju stał niski, prosto zbity stolik udekorowany kawałkiem wędzonej szynki, butelką wódki i dwoma opróżnionymi, choć wciąż wilgotnymi kieliszkami. Obok niego, naprzeciwko siebie, siedziały wygodnie dwie postaci, błądząc przymrużonymi oczami wśród gęstego dymu papierosowego. Mężczyźni patrzyli w nicość, starając się nie wysilać zbędnie swoich zmęczonych głów. Jeden z nich, siedzący bliżej trzeszczącego okna, poprawił krawat i pochylił się w stronę rozpoczętej butelki. Miał na sobie szary garnitur, choć być może kolor ten był zasługą piekącego w źrenice dymu. Kieliszki zostały napełnione. Ponownie tego wieczoru.
– Skacze małpa na gumie – mruknął, wyciągając do towarzysza dłoń z przezroczystym płynem.
– Skacze – kiwnął krótko drugi, przechylając naczynie.
– Wiesz, Kajtuś… Szczerze? Problem mam… – podjął temat rozlewający, zakrywając na chwilę usta w mankiecie. – Ostatnio Gertruda sprawdziła nasz stan konta.
– I?
– Ten biznes z grami dla szczeniaków nie był chyba najlepszym rozwiązaniem. Starej nie zgadzają się zera – mruknął, chwytając za lekko przytępiony nóż w celu pokrojenia szynki na zagryzkę. – Trzeba było jednak pójść w inną stronę. Tak jak to proponował Olek. Polityka. Tak… Tam byśmy zbili fortunę na krzywieniu mordy do kamer. Nie to, co teraz. Rok harówy, by zdążyć z terminem a i tak dostajemy z tego jakieś nędzne miliony…
– Racja, święte słowa – fuknął Kajetan, przegryzając plasterek szynki.
– Świat jednak nie jest uczciwy. Rozumiem jakbyśmy zarabiali z dotacji, ale my naprawdę ciężko się opierniczamy. Nie jest lekko.
– Ano. Jakim Eldorado stałoby się nasze życie, gdyby udało nam się uciułać więcej kapusty… Czujesz? Zgarniać z głupawego FPS-a parokrotnie więcej… Szkoda, że to niemożliwe…
Nastała smutna cisza. Mężczyźni wyciągnęli z wewnętrznych kieszeni marynarek po zmiętej paczce Mocnych, po czym odpalili tytoń, zasilając stęchłe powietrze nowymi zasobami szarego dymu. Siedzący przy oknie na początku patrzył tępo w pustą przestrzeń zastanawiając się, jak tu zmusić Gertrudę do przejścia od bankomatu do kuchni, gdy przez jego gardło przeniknął krótki ból, zapewne związany z wódką. Zerknął w stronę szynki, w której koniec wbity był stary nóż. Sekundę później jego papieros wylądował na podłodze wyłożonej sędziwym parkietem.
– Kajtek! Oświeciło mnie! Jestem geniuszem! To nie jest niemożliwe! Słuchaj, mam pomysł…

Red Dead Redemption Undead Nightmare

Oczywiście powyższy tekst to fikcja, jednakże tak mniej więcej wyobrażam sobie moment, w którym wymyślono DLC. Twórcy gier od paru ładnych lat wystawiają orientacje seksualne graczy na próbę poprzez sprawdzenie jak mocno lubią być oni dymani. Nie będę wspominał tutaj o konkretnych przykładach tworzenia pełnoprawnych tytułów, by na końcu poblokować niektóre ich części składowe, po czym wszystko, na jednym nośniku, rzucić do ogólnoświatowego obiegu. Nie. Jeśli to wy jesteście tym jednym procentem zagrywającym się na Pegasusie i nie macie pojęcia o co chodzi, zapraszam do kopalni wiedzy wujka G.

Nie wiem, czy dla niektórych nie jest to aż tak oczywiste, ale notorycznie jesteśmy (my – konsumenci) wystawiani na próby ze strony branży rozrywki elektronicznej. Jest to typowe sprawdzanie rynku, czyli “jak bardzo możemy ich wydymać, zanim zaczną spinać poślady”. Takie sprawy załatwia się stopniowo, metodą małych kroczków. Gdy w pewnym momencie przekroczy się umowną granicę ogólnego niezadowolenia, cofa się pokornie do decyzji podjętej przed tą feralną. Przy okazji warto coś wspomnieć o popełnieniu błędu i przeprosinach dla graczy, ewentualnie o wyciągnięciu konsekwencji. Dodajmy jeszcze parę tygodni bicia pokornych pokłonów, a już z miana Krwiopijczej Korporacji można przejść do Bohatera i Obrońcy Uciśnionych. Zresztą, odrobinę odbiegając od tematu, podobne kroki są czynione na całym świecie w związku z notorycznym podnoszeniem cen paliw. Gdy tłum zaczyna warczeć, wraca się do ostatnio zawyżonej kwoty. No, ale miało być bez polityki…

Nie rozumiem. Nie jestem w stanie pojąć. Być może to wina miejsca, w którym miałem przyjemność się urodzić. Nie wiem – sam wolę to tłumaczyć tym, że po prostu nie lubię, gdy ktoś mnie w taki oczywisty sposób oszukuje. Owszem, dla mnie jest to oszustwo. Może i jestem staromodny, jednakże płacąc pełną kwotę za grę, oczekuję pełnoprawnej, nieobciętej zawartości. Według mego skromnego zdania, to uczciwa wymiana. Świat graczy zgłupiał. Ostatnio jeden z moich znajomych nabył Wii i od razu zdecydował zapytać mnie, czy są dobre RPG-i na tę konsolę. Bez zastanowienia zaproponowałem mu Xenoblade Chronicles. Jego pierwszą reakcją było pytanie: “A co z DLC? Ile ich jest?” tonem, jakby fakt występowania płatnych dodatków był najoczywistszą normalnością. Wiem, że akurat stajnia Nintendo nie jest najlepszym przykładem do tego problemu, gdyż jako tako stara się stronić od tego typu rozwiązań, jednakże ów nastawienie przenosi się na inne strefy.

Nuketown 2025

Jak by można temu problemowi zaradzić? Są dwa rozwiązania. Pierwsze i zarazem moim zdaniem najoczywistsze, to… uwaga – przestać kupować DLC. Tak, wystarczyłoby dać porządnego pstryczka w nos osobom odpowiedzialnym za krojenie nas z pieniędzy, aby tamci zauważyli, że przekroczyli ów granicę, o której wspominałem dwa akapity wyżej. Oczywiście, wychodzę teraz na niepoprawnego marzyciela myśląc, że coś takiego jest w ogóle możliwe. Mimo wszystko, zakładając czysto hipotetycznie, że byłoby możliwe, takie rozwiązanie miałoby wielką siłę przebicia. Niestety wiem, że zawsze znalazłaby się wcale niemała grupa odbiorców (w której średnia wieku członków zazwyczaj nie przekracza sędziwych trzynastu wiosen), która moczyłaby się na myśl, że właśnie wrzucono odpłatną paczkę z dwiema nowymi mapami i czterema karabinami do ich ukochanego Call of Battlefield (#musthave, #omujborze, #mamodajhajs, #idealbonieide). Pomimo tego, przy tak masywnej liczbie ogólnie pojętych graczy, reakcja na pewno byłaby odczuwalna. Wszystko zależy jednak od chęci.

No i oczywiście jest też drugie rozwiązanie – nasmarować tyłek smalcem, aby mniej piekło na przyszłość.

Zostaw odpowiedź

Konkurs: Komentarz Miesiąca!
Zostaw komentarz pod dowolnym postem arhn.eu i weź udział w konkursie! Najlepszy komentarz grudnia nagrodzony zostanie koszulką arhn.eu!
[Szczegóły i regulamin konkursu.]

Twój adres email nie zostanie upubliczniony. Wymagane pola oznaczone są *

Dozwolone są te tagi HTML i atrybuty: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>