fbpx

Podziel się tym postem

Felietony

Skryci w cieniu

Skryci w cieniu

Jako gracz z długim stażem, ze skradankami za pan brat jestem od niedawna i dlatego skupię się raczej na nowszych tytułach niż klasyce gatunku. Jeżeli więc jesteście ciekawi świeższego spojrzenia na temat – zapraszam do lektury.

Warto jednak przypomnieć, że skradanki nie występują jako odrębny gatunek. Są raczej przypisywane do gier akcji, a to dlatego, że większość z nich oferuje różne drogi do osiągnięcia celu. Nikt więc nie zmusza nas do działania po cichu, choć nie da się ukryć, że w wielu grach taki wybór jest premiowany bardziej od otwartej walki. Takim tytułem jest chociażby znakomity Deus Ex: Human Revolution, który zabiera nas do cyberpunkowej wizji przyszłości, w której – w wielkim uproszczeniu – toczy się konflikt między zwolennikami ulepszeń ciała i ich przeciwnikami. Działanie w ukryciu gra tu kluczową rolę, choćby dlatego, że do naszej dyspozycji oddano mnóstwo niewidocznych na pierwszy rzut oka ścieżek, gdzie do celu zwykle prowadzi co najmniej kilka. Wiele z nich nie jest dostępnych od razu, co wymaga od nas wykupienia umiejętności odpowiadających za siłę (przesunięcie ciężkich przedmiotów, by dostać się do danego miejsca) albo wysoki skok. Sprawia to sporo satysfakcji i w przeciwieństwie do typowo ofensywnego podejścia zmusza do myślenia. Na tym przede wszystkim opierają się tego typu produkcje – przynieść więcej frajdy dzięki zróżnicowanej rozgrywce i swoistej strategii działania. Nie oznacza to oczywiście, że kryjąc się i zabijając czy też ogłuszając po cichu przeciwników będziemy narzekać na brak adrenaliny. Zwykle nieudana akcja przynosi za sobą opłakane skutki: w najlepszym razie jeśli nie zdążymy, wzniecimy alarm, stracimy bonusy i będziemy liczyć na plan B. W najgorszym po prostu zginiemy. Zawsze można jednak zacząć od punktu kontrolnego i, będąc perfekcjonistą w wykonywaniu zadań, warto to robić.

Deus Ex: Human Revolution

Współczesne gry reprezentujące ten gatunek wyglądają jednak trochę inaczej niż dawniej, choć jest to “znak czasów”. Większa ilość uproszczeń to bardziej przystępna gra dla szerszego grona odbiorców, ale czy tego samego nie możemy przypisać do niemal wszystkich dzisiejszych tytułów? Zatem w Hitmanie czy Dishonored będziemy posiadać tak zwany “szósty zmysł”, który pozwala nam wypatrywać wrogów przez ściany. Wiele osób krytykuje takie bonusy, podobnie jak “mignięcie” w produkcji Arkane Studios, pozwalające na niezauważalne teleportowanie się kilkanaście metrów dalej. Nietrudno zatem zgodzić się z fanami starszych produkcju pokroju Thiefa, że wszelkiego rodzaju ułatwienia i gadżety, o których wspominam wyżej, sprawiają mniej satysfakcji. Z drugiej strony gry proste i przystępniejsze to ukłon w stronę zapracowanych ludzi (takich jak duża część z nas) niemających mnóstwa czasu na granie. Developerzy muszą więc pogodzić to wszystko i z pewnością decyzje na temat tego, co ma znaleźć się w danej grze, nie należą do łatwych.

Osobnym i pokaźnym, przyznać trzeba, elementem tego rodzaju gier jest arsenał broni i wyposażenie naszych bohaterów. Chociaż w grach takich jak seria Thief gracz polega raczej na wprawnych palcach, sprycie i zwinności niż nowoczesnych gadżetach albo nadprzyrodzonych mocach, to nie da się ukryć, że dodatki takie sprawiają mi nie lada przyjemność. Pod warunkiem rzecz jasna, że są zaimplementowane w grze w sposób przemyślany i można ich użycie sensownie wytłumaczyć. Kusze, sztylety, miotane noże i tym podobne należą do rodziny broni białej, ale co istotne spotkać je możemy również w produkcjach dziejących się w czasach współczesnych, a nawet w bliższej przyszłości. Różnią się one oczywiście detalami, tak więc w Deus Ex: Human Revolution oprócz nowoczesnej formy kuszy do naszej dyspozycji oddano również pistolet na ładunek elektryczny, działko neutralizujące do kilku celów jednocześnie (które nieraz uratowało mi skórę bez wzniecania alarmu) czy moją ulubiona broń długodystansową na lotki usypiające.

Thief: Deadly Shadows

Skoro już jesteśmy przy temacie broni obezwładniającej, to trzeba podkreślić, że w większości takich tytułów możemy wybrać drogę “pacyfisty” i w moim mniemaniu przynosi ona więcej frajdy. Wcale nie dlatego, że mamy okazję pobawić się w dobrego samarytanina – pomyślcie, czy nie satysfakcjonująca jest świadomość, że grę (albo chociaż poziom) ukończyliśmy bez zabijania nikogo? W końcu wymaga to o wiele więcej nakładów pracy niż prosta i nieco mniej emocjonująca ścieżka “wojownika-terminatora”. Wracając jednak do wyposażenia, do tego wszystkiego dochodzi jeszcze wszelkiego rodzaju broń palna (przeze mnie w skradankach sporadycznie używana), granaty (błyskowe, dymne, ze środkiem usypiającym, wybuchowe, EMP i tym podobne) oraz cała masa gadżetów pokroju dronów, przylepnych kamer i tak dalej. Jednym się to podoba, inni wolą prostotę i minimalizm rozgrywki, ale przyznać trzeba, że na ogół każdy ma w tym względzie pełną dowolność.

Czasem jednak elementy skradankowe są jedynie dodatkiem do walki. Tak jest chociażby w serii Assassin’s Creed. Asasyni – skrytobójcy – nie “patyczkują” się ze swoimi celami i zręcznie pozbywają się ich raz na zawsze. W grach o Kodeksie Asasyna unikając wzroku wrogów mamy ogromne pole do popisu, a mimo to nacisk na walkę jest tu równie duży i nieunikniony. Miasta w serii Ubisoftu pełne są ciemnych zakamarków, wąskich uliczek, stogów siana i innych miejsc idealnych dla zręcznego łowcy cienia – że o dachach nie wspomnę. W dodatku od samego początku możemy posługiwać się umiejętnością złodzieja, wprawnie zabierając przechodniom dobra materialne w postaci bilonu. Jest to więc znakomity przykład produkcji, w której idąc na kompromis pogodzono elementy skradankowe z czystą akcją.

Assassin's Creed: Brotherhood

Trochę wspólnego z tematem ma również seria Riddick. Mimo że główny bohater zawstydziłby sylwetką samego Pudziana, to dużo kryje się w cieniu, skacze po platformach i zabija po cichu, co zostało wymuszone przez niesprzyjające okoliczności środowiskowe. Riddick wyniósł dzięki temu sporo dobrego i zyskał uznanie recenzentów i graczy.

O tytułowym (pod)gatunku można by zapewne napisać pokaźnych rozmiarów książkę, a i tak wiele osób nie byłoby w pełni usatysfakcjonowanych. W związku z tym mam świadomość, że całe mnóstwo znanych i cenionych tytułów pominąłem – nie bez znaczenia jest tu seria Metal Gear Solid, Splinter Cell (którego najnowszą część właśnie ogrywam), Hitman, a nawet Alpha Protocol, jednak hołd należy złożyć przede wszystkim serii Thief. Czy najnowsza część zadowoli fanów? Przekonamy się już wkrótce, a ja tymczasem powracam do skradania się i skrytobójstwa.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie upubliczniony. Wymagane pola oznaczone są *

Dozwolone są te tagi HTML i atrybuty: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.