Podziel się tym postem

Zapowiedź

Full Mojo Rampage

Full Mojo Rampage cover

Mroczna zabawa laleczkami

Motyw voodoo w popkulturze to niestety rzadkość, szczególnie w grach. Tytuły, które z niego korzystały, można wymienić na palcach obu rąk, a nawet jeśli już się tam znalazł, to w żadnej z nich nie stanowił głównego wątku (może z wyjątkiem serii Monkey Island). A szkoda, bowiem przy wyeksploatowanych już chyba do reszty ‘apokalipsy zombie’, mroczne kuglarstwo rodem z Haiti wnosi powiew ‘świeżego’ powietrza do tej bardzo wdzięcznej tematyki. Toteż, gdy usłyszałem o Full Mojo Rampage, momentalnie zapragnąłem przyjrzeć się mu bliżej.

You got what you wanted

Trzeba nadmienić, iż w momencie kiedy piszę ten tekst, gra od stawiającego dopiero swoje pierwsze kroki studia Over the Top wciąż jest w fazie alfy. Z tego względu napotkane potknięcia pokroju znikających oponentów, nieaktywnych obiektów czy drobnych lagów można wybaczyć. Wcielamy się w skórę świeżego wyznawcy kultu voodoo. Będziemy nim posłusznie wykonywać zadanie zlecone przez jednego z bogów, zwanych w tej kulturze Loa. Może to być zarówno wykończenie wszystkich wrogów na planszy, zniszczenie odpowiedniego obiektu bądź odnalezienie konkretnego przejścia na mapie, która w miniaturowej wersji przypominają przekrój termitiery. Do siania zniszczenia używamy różdżki wyprowadzającej atak podstawowy oraz dwóch umiejętności specjalnych, różniących się w zależności od patrona wybranego przed rozpoczęciem rozdziału. Na domiar wszystkiego z przeciwników wypadają nowe bronie zużywalne lub przedmioty w jakiś sposób poprawiające nasze statystyki. Wyżej wymienione elementy podane zostały w lekkiej formie, nierzadko dodając humorystyczny opis znalezisk.

Full mojo rampage screen1

Do dyspozycji mamy sześć poziomów trudności i choć pięć jest początkowo zablokowanych nie trzeba ich, by stwierdzić, iż produkcja jest piekielnie trudna, nawet jak na roguelike’a. Przejście choćby pierwszego z czterech rozdziałów bez większych problemów graniczy z cudem. Przeciwnicy, od których na planszy aż się roi, są nieraz silniejsi i wytrzymalsi od nas, a kiedy umrzemy, wracamy do głównego menu z tym, co udało się ugrać, zanim zdążyliśmy wyzionąć ducha. Najczęściej nie ma tego zbyt wiele, więc początki to zwykle katowanie 2-3 bardzo podobnych do siebie map. Taka repetycja w tym gatunku, mimo że standardowa, tutaj potrafi znużyć dość szybko. Dzieje się tak, gdyż tytuł odsłania przed nami większość swoich kart już na starcie. Tym samym, nim zdążymy pozyskać pozostałych bogów, zanika spora część motywacji do kontynuacji, na miejsce której pojawia się frustracja.

Z pomocą przychodzi tryb kooperacji, w nim maksymalnie udział może wziąć* czterech graczy. Nie powinien być tak męczący jak zabawa w pojedynkę. Tutaj śmierć jednego z kompanów nie oznacza automatycznie śmierci dla reszty, ale, pomijając to, rozgrywka wciąż potrafi stworzyć wyzwanie. Jeżeli według zapewnień autorzy nie opuszczą swojego ‘dziecka’ po premierze, to w przyszłości przybędzie więcej zawartości, przykładowo liczba Loa ma ulec trzykrotnemu zwiększeniu. Wtedy warto się grą dla owego co-opa zainteresować, bo tytuł bynajmniej zły nie jest.

full mojo ramapge screen2

Tyle na temat rozgrywki, a jak to wszystko się prezentuje audiowizualnie? Na pierwszy rzut oka znakomicie. Gra wygląda naprawdę dobrze, jest kolorowa i pięknie oświetlona. Dzieje się tak dzięki obranej stylistyce. Obiekty, mimo iż indywidualnie nie są zbyt zaawansowane technicznie, razem tworzą urokliwą całość, przywodzącą na myśl profesjonalnie wykonane makiety z plasteliny. Animacja również nie ustępuje pozostałym elementom graficznym; wszelkie rozbłyski, wybuchy i ruchy postaci wyglądają płynnie. Nieco gorzej z muzyką, która też jest dopiero w trakcie tworzenia. Ta, choć wykonana nie najgorzej (utwór w głównym menu brzmi charakterystycznie i bardzo miło dla ucha), występuje, póki co, w niewielkim zróżnicowaniu i raczej nie zapada w pamięć. Aż się prosi by ścieżkę dźwiękową wykonali do tej gry spece z LucasArts.**

What you want’s what you get

W ogólnym rozrachunku cieszę się, że zapoznałem się z tym tytułem. To bardzo sympatyczny roguelike, z unikatowym motywem przewodnim. Jego premiera powinna nastąpić względnie niedługo, sądząc po poziomie zaawansowania produkcji. Nawet jeśli wziąć pod uwagę powtarzalność, to wciąż jest to coś, z czym warto się zapoznać. Wczesny dostęp nie kosztuje dużo, jest mocno rozbudowany, a poza tym gwarantuje nam dostęp do pełnej wersji, gdy ta ujrzy już światło dzienne.

full mojo rampage screen 3


* FMR jest już teraz w polskiej wersji językowej, która choć z pozoru poprawna i trzymająca się klimatu, tak nie ustrzegła się od paru błędów. Jednym z nich było właśnie ‘wziąść’
** Nie uwzględniłem tego chociażby w topkach, ale wg mnie muzyka w serii Monkey Island oraz w Grim Fandango to arcydzieła.

Student filologii angielskiej z Krakowa. Przez 19 lat mieszkał w Nowej Hucie skąd wyniósł zarówno masę równie ciekawych i przerażających historii jak i kilka nieprzyjemnych nałogów, z których najlżejszym jest kawa. Miłośnik amerykańskich i brytyjskich seriali oraz filmów z pięknymi zdjęciami. Ma ambitne plany zostać kierowcą ciężarówek, lub lokomotyw na uchodźstwie w UK.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie upubliczniony. Wymagane pola oznaczone są *

Dozwolone są te tagi HTML i atrybuty: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.