Podziel się tym postem

Publicystyka

K52 #6 Nightmares from the Deep: The Cursed Heart [PC]

K52 #6 Nightmares from the Deep: The Cursed Heart [PC]

Do produkcji polskiego studia Artifex Mundi podchodziłem trochę jak pies do jeża. Trochę o nich słyszałem, często pojawiały się tanio tu i ówdzie (ostatnio pojawiły się nawet na Switchu i może być to dla nich idealna platforma). Przypominały mi trochę produkcje sprzedawane na tablety za $0,99 czy inne śmieszne ceny, aby ktokolwiek to kupił, dodawane do czasopism czy dostępne w przeglądarce, te typu znajdź 9999 przedmiotów, a do tego co jakiś czas połącz trzy kryształy. Usłyszałem jednak sporo dobrych rzeczy o grafice oraz o przyjemnym gameplayu, więc w końcu spróbowałem i… nie żałuję.

Gra opowiada historię pirata Remingtona, który sprzedał duszę Davy’emu Jonesowi i został największym postrachem siedmiu mórz. Zakochał się na zabój w pewnej szlachciance lecz został schwytany i stracony, a teraz, po latach, powrócił i chce przywrócić do życia także swoją ukochaną. Jego ciało pojawiło się na wystawie w twoim muzeum i nieopatrznie go obudziłaś. Musisz teraz uratować swoją córkę. Ale tak właściwie to w jaki sposób?

Główna bohaterka, Sarah Black, w trakcie gry odkrywa całą historię pirata, jego ukochanej, okrętu i wyspy. Sarah nie jest kolejnym protagonistą strzelającym do wszystkiego co się rusza, całą grę pokonuje za pomocą swojej głowy. Jest to gra typu HOPA, czyli Hidden Object Puzzle Adventure. W grze trzeba rozwiązywać zagadki najczęściej podnosząc różne przedmioty, niosąc je gdzie indziej i wymieniając je, jak to właśnie w przygodówkach jest. Nie widać ciała Sary, gdy chodzi po planszach, co odróżnia ją od klasycznych point-and-clicków – kamera z oczu, udawany FPP. Cały czas jest coś do zrobienia: otwarcie skrzyni, która może przechowywać wskazówki, rozmowa ze szkieletem, który obdaruje nas potrzebnym przedmiotem w ramach zemsty na Remingtonie, czy znalezienie klucza otwierającego skrzynię w kajucie kapitana. No i do tego różne zagadki okolicznościowe, znaleziona farba pozwala odtworzyć wyblakły rysunek na ścianie (a rola gracza w tym taka, by odpowiednio to zrobić), dzięki któremu można dostać kolejne przedmioty. Odpowiednie ułożenie obrazu pozwoli otworzyć przejście do kolejnej planszy, a ustawienie labiryntu w akwarium pozwoli rybce przepłynąć do wyjścia i podać nam złoty pierścionek.

Ale niestety, jeśli chodzi o główne danie, potrafi być z tym średnio. Nic złego w samych zagadkach tak naprawdę nie ma. Ale często się zdarza, że nie bardzo jest co w grze zrobić, dosłownie nigdzie nic nie ma – patowa sytuacja. Lecz po zrobieniu jakiejś drobnej rzeczy w jednym miejscu można wrócić do pomieszczenia, które sprawdzało się milion razy i nagle półkę z rzeczami da się przeszukać. Wcześniej nie można było, ale podniesienie czegoś bez żadnego zupełnie związku sprawia, że gra “klika” i pozwala przejść dalej.

Było już Puzzle Adventure, no to jeszcze Hidden Object, czyli znajdowanie ukrytych przedmiotów. Przyjemna, odstresowująca mechanika. Na dole ekranu znajduje się lista przedmiotów do znalezienia i kliknięcia na planszy, która jest przepięknie narysowana. Nie ma też co klikać wszędzie bez namysłu. Czasami żeby coś znaleźć, trzeba wpierw coś zrobić, przykładowo: żeby zdobyć mysz, trzeba najpierw podnieść ser i podstawić go niedaleko dziury, żeby ją wywabić. Problem z tym, że najczęściej podnosimy młotek, czaszkę, krakersy, zioła, sztabkę złota i jastrzębia, żeby do ekwipunku dostać garść robaków (akurat potrzebnych na przynętę) – ale to już trochę czepianie się na siłę, typowa drobna niespójność w świecie gry, by grało się przyjemnie. Trochę jednak może to zacząć denerwować, gdy długo szuka się ostatniej, mało wyróżniającej się z tła rzeczy. Albo gdy okazuje się, że ten nietoperz, którego szukaliśmy, jest po prostu narysowany gdzieś na ścianie.

Co jednak, gdy nie mamy ochoty na szukanie kolejnej łopaty czy pióra i już się nam to trochę znudziło? Albo jakaś konkretna zagadka mocno nas sfrustrowała, a tej potrzebnej rzeczy nigdzie nie ma? Albo po prostu akurat nie lubimy tej mechaniki, zaś za to szalenie uwielbiamy mahjonga? Właśnie każde takie poszukiwanie można zamienić na partyjkę starego, dobrego mahjonga. Który, no, jest mahjongiem, ma on swoich fanów, i nawet ja odkryłem, że trochę go lubię. Myślałem że trochę kiepskim pomysłem jest to, że w grze albo robi się wyszukiwania, albo robi się mahjonga, no bo co gdy chcę ograć oba? Jeśli nie obchodzą cię osiągnięcia, wtedy wszystkie “misje” mahjongowe możesz ograć prosto z menu głównego.

Muzyka jest dobra. Naprawdę nastrojowa, czuć było klimat zagrożenia, piratów, wysp, duchów, przygody. Nie powiem o niej za dużo, bo nie zapamiętałem jej jednak zbyt dobrze, ponieważ blaknie przy grafice, która jest przepiękna. W miejscach szukania przedmiotów jest, jak już mówiłem, świetna i gra się dzięki temu bardzo dobrze, ale już same plansze, po których się poruszamy, przykuwają oko. Ręcznie rysowane, animowane tła w dobrym stylu, przyjemnie się na to patrzy. Bardzo dobrą decyzją było to, by główna bohaterka nie była widziana na ekranie, w przeciwnym razie musiałaby być trochę brzydszą od otoczenia postacią 2D lub po prostu modelem 3D, co kłóciłoby się z tłami. W grze właśnie jest kilka takich elementów 3D i są one… raczej kiepskie. Z jakiegoś powodu kompresja jest O G R O M N A we wszystkich przerywnikach, a nigdzie nie mogłem znaleźć opcji poprawienia jakości obrazu.


Po lewej ekran w trakcie zwykłej gry, po prawej gdy uruchomi się cutscenka.

Do gry dorzucono kilka fajnych bonusów (miałem podobno “edycję limitowaną”, ale jest to jedna z tych produkcji, gdzie wszystkie kopie są takowe). Wspomniany już powyżej Mahjong, poradnik do gry (który oczywiście można znaleźć w internecie, ale miło że jest dodany), te wszystkie pięknie rysowane tła można sobie pobrać i użyć jako tapety. Również do tego dodatkowy epizod, w którym Sarah ogarnia się, że super, problem zażegnany, ale z tej przeklętej pirackiej wyspy przydałoby się jednak jakoś wrócić do domu. Odkrywa wtedy kolejną postać pokrzywdzoną przez Davy’ego Jonesa. Naprawdę fajny dodatek.

Gra ma sporo wad: i technicznych, i w samym designie zagadek, ale z drugiej strony jest to pierwsze dzieło tego studia, zdecydowałem się bowiem zacząć od samego początku. Ma parę naprawdę fajnych decyzji ułatwiających życie gracza, w kolejnych produkcjach może zostaną nawet rozwinięte lub dorzucone kolejne ciekawe pomysły. Może być już tylko lepiej, prawda? A już tę dziewiczą grę studia mogę polecić fanom tego gatunku, dobrej grafiki, lub chcącym się po prostu odstresować.

K52 #5 – Nightmares from the Deep: The Cursed Heart
Platforma – PC (Steam)
Czy zagrać: tylko dla fanów
Dla kogo: lekkich przygodówek, ręcznie rysowanych grafik z postaraniem
Na liczniku: 9h + dodatkowy epizod + wszystkie osiągnięcia
W jednym zdaniu: przyjemna, odstresowująca, piękna
Gram w gierki, czytam o gierkach, oglądam gierki, robię gierki, piszę o gierkach.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie upubliczniony. Wymagane pola oznaczone są *

Dozwolone są te tagi HTML i atrybuty: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.